Oglądasz posty wyszukane dla słów: Amerykańskie powieści fantastyczne



Szukaj:Słowo(a): Amerykańskie powieści fantastyczne

| Co do Quertz Uiop, to takowe słowo istnieje i zostało zapisane przez
| niejakiego Moersa w powieści "13.5 Leben des Käpt'n Blaubär" (nazwisko
| jednego z bohaterów). ....

W tej wersji to są dwa słowa. Ale podziwiam Twoją znajomość literatury, ja
tego nie znam. Kapitana Blaubära oczywiście znam, ale z TV. U mnie
qwertzuiop to po prostu litery na klawiaturze od q do p (w układzie
niemieckim, bo amerykańska ma qwertyuiop).



Tak się będzie nazywał bohater w przekładzie angielskim. Na francuski
oczywiście azerty uiop ;-)

Już się spotkałem z różnymi imionami bohaterów i nazwami miejscowości w
stylu "walnij w klawiaturę", jak np. xxyl w jakieś fantastycznej książce.

Na dokładkę przekręciłem nazwisko tego galaretowatego biedaka z 2364
wymiaru. Nazywa się on Qwert ZuiopĂź ;-)
Są tam jeszcze tacy mili bohaterowie jak np. Chachacherachchech
Chechchachcherachchach Scharch oraz Fneckfepfepperepell M.
Schrabschubschadenschrublade i kilku o podobnych imionach.
Książkę polecam, jak ktoś lubi abstrakcyjny humor.

Teraz do inicjatora wątka: co to jest po polsku bżdykwer? Ktoś mi to

Waldek

* syn kolegi w wieku lat dwóch.






: W pewnej powiesci fantastycznej, radziecki fizyk, Oleg Sniegow zaproponowal
: naped "pozeracza przestrzeni".
: Energia punktu zerowego (?) przestrzeni zamieniana bylaby na rownowazna mase.

: Taki statek wybieralby wiec przestrzen przed soba, a w tyle zostawial
: mgielke materii. W zasadzie to stalby w miejscu wzgledem dalekiego
: obserwatora, a lokalnie by sie poruszal.

Podobny naped 'bezinercjalny' został "wynaleziony" przez Arthura Clarka
w serii o Ramie i w Odysei 3001. Jest nawet na ten temat praca naukowa
trzech amerykańskich fizyków - tutułu i nazwisk autorów nie pamiętam
dokładnie. Właściwie chodzi tu o dwie rzeczy - naped który pozwala osiągać
dużo większe prędkości niż obecnie, ale bez przesady - tak by na koniec
układu słonecznego dolecieć w kilka tygodni, i źródło energii "pola
zerowego próżni". Źródło podobno praktycznie bez dna, ale za to piekielnie
niebezpieczne - kubeczek takiego czegoś wystarczy by zagotować wszystkie
oceany. Clark żartuje, że kto wie, czy kilka wybuchów gwiazd nie było
skutkiem awarii hmm... przemysłowej :)


Tłumaczę z amerykańskiego "trillion" (według autora w mózgu jest
"ten trillion" połączeń pomiędzy neuronami). Słownik Fundacji
Kościuszkowskiej podaje, że to jest "bilion (w tradycyjnym polskim
znaczeniu); trylion (w nowym polskim znaczeniu)". Zbiło mnie to z
tropu, bo mnie w szkole uczyli, że 10^12 to bilion, a tu nagle "nowe
polskie znaczenie". Zajrzałam do FAQ
(http://ux1.mat.mfc.us.edu.pl/~pgladki/faq/node45.html - bardzo dobra
strona, dzięki) i wygląda na to, że to "nowe polskie znaczenie" to są
te zalecenia Ogólnej Konferencji Wag i Miar z 1991. Ale co to
oznacza w praktyce? Czy w tekście popularnonaukowym (nacisk
raczej na popularność niż na naukę) mam pisać "10 bilionów" czy

10^12, a chciałabym, żeby było poprawnie.
Hania



Liczbę neuronów występujących w mózgu przeciętnego człowieka
szacuje się na ok. 10 miliardów (jedynka i 10 zer).
http://www.google.com/search?hl=pl&c2coff=1&q=%2210+miliard%C3%B3w%22...
Oczywiście mózg autora którego Pani tłumaczy ma tych zer więcej
ale nie odnosi się powyższe do całej populacji amerykańskich autorów
opowieści fantastycznych. :-)

PS. czy zdaje sobie Pani sprawę, że pisząc 10^12 wprowadza Pani
nieświadomych czytelników w BŁĄD?

Edward Robak
*°"˝'´¨˘`˙ˇ^:;~¤<×÷-.,˛¸


Mimo ogromnych represji setki tysięcy  Polaków wykazało bohaterstwo ponad
miarę! - uratowali kilkaset tysiecy Zydów,



A nie np blisko milion? Lepiej bedzie brzmialo. Proponuje poprawic na
"niemal milion", co sobie bedziemy zalowac!

a jak wykazały badania, w
uratowaniu  1 osoby brało udział przeciętnie 14 Polaków,




a więc gotowych
było dla tego celu zapłacic najwyższa cenę miliony polskich rodzin.



No wlasnie. Juz nawet nie "miliony Polakow", tylko "miliony polskich
rodzin. Czyli wlasciwie - caly narod ("miliony ... rodzin"). Caly
narod niczym innym sie nie zajmowal, tylko ratowal Zydow (a takze
bohatersko walczyl z niemieckim i sowieckim okupantem).

Caly narod.

Jak jeden maz.

Zawsze wysoko sobie cenilem polska literature sf & fantasy - od
Stanislawa Lema az po Sapkowskiego. Moim zdaniem uzytkownik
legitymujacy sie ksywka p47 ma niewatpliwe zadatki na autora powiesci
fantasy, z jakze modnej ostatnio dziedziny fantastyki naukowo-
etnicznej.

żałosny bajkopisarz  Gross,



Ci Amerykanie jacys dziwni - "zalosnemu bajkopisarzowi" dali katedre
historii w Princeton. Ja mysle, ze na znak protestu trzba jakos
Amerykanow za to ukarac. Moze sankcje nalozyc na amerykanska nauke i
kulture, jak to juz kiedys uczynil byl general Jaruzelski?

levi

Zagadnienie i pytanie bardzo ciekawe. Marksizm kwalifikowal religie jako takie, do pojecia "opium" dla ludzi.

Logicznie winno pytanie brzmice, czy jest Biblia nasieniem dla narkomanow?

Ale na spoko. NASA analozowal Biblie pod wszelkimi katami. Utkwil mi w pamieci fragment oswiadczenia, iz 158 jej (Biblii) cytatow "podpada" pod Amerykanskie prawo jako pornograficzne.

Biblia stanowi o pewnych przekazach nie dla analizy, a wiary, tak wiec ateista moze to traktowc jako fantastyczne odskoki, dla wierzacych sa one swoistymi tematami tabu i jako takie nie moga byc dyskutowane.

Obiektywnie jednak patrzac, "opowiesci biblijne" pisali ludzie i tu nalezy doszukiwac sie pewnych przeinaczen (celowo pomijam slowo przeklaman) przekazu Bozego. Dni stworzenia swiata, lata pokuty - wymiar w naszym pojeciu jednostki czasu jest malo porownywalny i malo adekwatny w rzeczywistosci wszechswiata. Potop, zebro Adama, glina ziemi - to pojecia umowne, obrazowe. Nie mnie sie na ten temat wypowiadac, bom zbyt maly, ale przyjmijmy fakt, iz Biblie pisano w innej rzeczywistosci czasowej, przyjmowano wiec inne formy przekazu.

Dla mnie Biblia jest przekazem wiary nad ktorym, jako fantastyka, nie moge dyskutowac. Jednak czesto myslac nad swiatem, nie znajduje odpowiedzi innej na pytania: kto ten swiat stworzyl, skad on sie wzial.

Deliberacje wszelakie w tym temacie sa dla mnie malo wskazane.
Ja poprostu wierze.
Niech sam fakt, iz wierzac nie kradne, nie klamie, nie zabijam i wiele innych nauk moralnych pozostanie mi nagroda jezeli jest inaczej...
Hmm, w sumie to do powyższej, w pewnym sensie, listy mogę dodać Neil'a Gaiman'a. Jest on znany zapewne głównie jako autor komiksów (m.in. Sandman), ale jeśli chodzi o typowe książki, to co najmniej trzyma poziom. Szczególnie polecam zaznajomienie się z powieścią 'Amerykańscy bogowie' - niebanalna, wciągająca fabuła, wiele genialnych pomysłów (część nieco, hmm, obrazoburczych np. Jezus łapiący stopa w Afganistanie - ale można to spokojnie zignorować - niespecjalnie zmniejsza to przyjemność, płynącą szeroką strugą z lektury), setki nawiązań do przeróżnych dziwnych miejsc (głównie mitów i legend, ale także do popkultury - zwłaszcza do jej stereotypów). Czytałem tę książkę lekko kilkanaście razy i za każdym znajduję coś nowego (może po prostu tak mnie wciąga, że czytam dość nieuważnie ).

Jeśli chodzi o pisarzy s-f to brakuje mi Philipa K. Dicka (chciałbym mieć takie nazwisko ;P) i Rogera Zelaznego (może byli i ich przegapiłem, ale wątpię.... ). Właśnie zamierzam przedrzeć się przez napisaną wspólnie (?) przez obydwu panów książkę 'Deus Irae'. Przeczytam, to może coś więcej powiem.

Żeby nie zająć całego miejsca w temacie i nie zanudzić Was na śmierć napiszę jeszcze tylko o Patricia A. McKillip i jej trylogii 'Mistrz Zagadek' oraz Marion Zimmer Bradley.... Dobra już kończę, po prostu gorąco polecam, niezależnie czy lubisz fantasy czy nie (nawet mojemu tacie McKillip się podoba , tzn. jej dzieła).
Grzegorz Rasiak nigdy wcześniej nie grał tak dobrze, jak w tym sezonie. Polski napastnik Southampton wyrósł na największą gwiazdę angielskiej Championship i zmierza po tytuł króla strzelców!

W meczu z Burnley strzelił dwa piękne gole głową i dostał nowy pseudonim - "Danger Man", czyli "Niebezpieczny Człowiek".

Burnley - Southampton, mecz na szczycie 2. ligi angielskiej, okazał się najbardziej emocjonującym horrorem w tym sezonie. Po zażartej walce goście wygrali 3:2, a najlepszym graczem spotkania został Polak.

- Burnley było bliskie wywalczenia punktu, ale fantastyczny drugi gol Rasiaka odebrał gospodarzom resztki złudzeń. Dzięki skuteczności polskiego napastnika Southampton wspiął się na trzecie miejsce w tabeli - napisał brytyjski "Sunday Mirror", który wystawił Polakowi najwyższą notę z wszystkich piłkarzy - 8 (w skali od 0 do 10).

- Trener daje mi wolną rękę. Mogę strzelać i rozgrywać. Wybór opcji w danym momencie należy do mnie. I taka swoboda bardzo mi odpowiada - mówi Rasiak, przyznając, że pomaga mu jeszcze coś, a raczej ktoś - Dan Brown, amerykański pisarz, autor powieści sensacyjnych.

- To prawda - uśmiecha się polski napastnik. - Ostatnio chętnie czytam powieści Browna, bo można się przy nich świetnie zrelaksować. No a później wychodzę wyluzowany na boisko i robię swoje.
syd: pisałem przede wszystkim o Sapkowskim, i tak ten świat niczym nie zaskakuje jest podobny do dziesiątków światów wykreowanych przez innych współczesnych amerykańskich twórców fantasy, wolę serię Narreturn, jest bardziej naturalna i dojrzała. Świat dysku w zasadzie jest dość oryginalny, ale świat dysku to przede wszystkim fantasy na wesoło, ale przyznaj, ile czytałeś? Jak dla mnie przebojowe są 3-4 powieści, reszta to kiszka pozbawiona już tego legendarnego niemal poczucia humoru i starająca się bardziej wyrwać z tego wesołego klimatu pierwszych powieści i niestety z marnym skutkiem bo dla mnie taka np. "Carpe Jugulum" czy "Piąty Elefant" jest zwyczajnie nudna. Jeśli chodzi o poczucie humoru to zresztą bardziej sobie cenię np. Douglasa Adamsa.
A Ziemiomorze? Nie twierdzę, że jest bardzo oryginalny, ale ma swój klimat i jest tam wiele świeżych (stosunkowo, Ziemiomorze to zdaje się lata 70) pomysłów.
U Tolkiena, fakt, wszystko jest czarne lub białe, denerwować też może stosunek do kobiet, ale to prekursor i legenda w dodatku nikt po nim ani przed nim nie stworzył tak szczegółowego świata, dlatego nie podejmę się polemiki na temat Jego twórczości.
Ja od siebie polecam przeczytać:
Piknik na skraju drogi - autorzy Arkadij i Borys Strugackich
Książke tą naprawde warto przeczytać. Jest to dla mnie wzór jeśli chodzi o powieści science fiction. Ruski naprawde potrafia tworzyć dobre opowieści, mają do tego talent.
Ksiażka jak dla mnie fantastyczna, czyta się ją jednym tchem. Widać po niej jak umysły twórców mogą być skompliowane żeby wymyślić takie dzieło
Jest to książka zupełnie inna niż te amerykańskie sieczki. Warta polecenia.
Zew Cthulhu zbiór opowiadań - Howard Phillips Lovecraft.
Najlepiej mi się czytało chyba opowiadanie Widmo nad Innsmouth.
------------------------------------------------------------



Data premiery: 1996-07-17 (Świat)
Produkcja: USA
Gatunek: Fantasy , Komedia , Muzyczny , Familijny

Reżyseria: Paul Michael Glaser
Scenariusz: Paul Michael Glaser, Christian Ford



Współczesna wersja opowieści o Alladynie i dżinie ukrytym w lampie. Tym razem czarnoskóry dżin Kazaam ląduje w Ameryce i wkrótce spotka się z swym przeznaczeniem ... Ciekawostką jest fakt, że w roli dżina występuje znany amerykański koszykarz - Shaquille O'Neal.



Shaquille O'Neal :Kazaam
Francis Capra :Maxwell "Max" Connor
Ally Walker :Alice Connor
James Acheson :Nick
John Costelloe :Travis
Marshall Manesh :Malik
Fawn Reed :Asia Moon
JoAnne Hart :Pani Duke
Brandon Durand :Vaquez
Wade J. Robson :Elito
Todd Sible :Ed
Jesse Perez :Vasquez's Sidekick
Jonathan Carrasco :Z-Dog
Efren Ramirez :Carlos
Jake Glaser :Jake

------------------------------------------------------------

Bardzo dobre kino dla cąłej rodziny. DZieci napewno ten pokaz zafascynuje - nie ma przecież to jak współczesny Alladyn ...
Smoki jakby mogło się wydawać nie mają prawa bytu w gatunku innym jak fantasy, a jednak!. Amerykańska autorka Anne McCaffrey postanowiła sobie zażartować i uczyniła tak charakterystyczne dla fantasy stworzenia bohaterami powieści s-f. Nie zraziłem się tym, a żeby było śmieszniej o tym, że "Jeźdźcy smoków" to s-f kiedy przeczytałem biografie o autorce.
Książka jak dla mnie bardzo ciekawa i tak inna od tego typu literatury (tzn. fantasy), że czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie.
Czy ktoś jeszcze czytał tę książkę? Jeżeli tak to proszę o wyrażenie swojej opini o "Jeźdżcach..."
:wink: Mnie ta książka bardzo się podobała, a jak wam?

--
"All I`ve got
All I`ve got is insane"

Ewa Białołęcka - jakoś sam koncept wątku serii o Zbóju Jakimśtam mnie odrzucił.



To Anna Brzezińska była. Której nb 'Wody głębokie jak niebo' polecam gorąco. 'Opowieści z Wilżyńskiej Doliny' również, chociaż mniej. A saga o zbóju Twardokęsku w trzecim tomie zaczęła być dużo łatwiej przyswajalna niż w dwóch pierwszych.

A co do reszty - zwalcz schizę, wiadomo że nie wszyscy polscy autorzy są wybitni, ale zagraniczni też nie są równi, prawda? Jest Kay, Gaiman i Martin, ale jest również ten gość od Kronik Thomasa Covenanta (bleeee).

Ojoj, faktycznie, pomieszałam nazwiska. Co tylko udowadnia, niestety, jak nisko cenię sobie polskich autorów - ot, zlewają mi się.
Tym niemniej wstyd.

A ze zwalczaniem schizy może być kłopot, bo w sumie nie uściśliłam jej należycie. To jest Anglojęzyczne-Fantasy-Cacy-Wszelkie-Inne-Be-Schiza.
I, o ile traktuję naszych autorów z góry po macoszemu, to w przypadku anglojęzycznych mam dokładnie odwrotnie: tam zakładam, że ksiażka będzie dobra, a jeśli nie jest, to jest to tylko wypadek przy pracy. U nas dobra pozycja zdarza się raz na ruski rok, mniej więcej. No, ale to nawet logiczne, zważywszy na ilość i dostępność dzieł pochodzenia polskiego/niemieckiego/rosyjskiego/itp, w stosunku do amerykańskiego/kanadyjskiego/brytyjskiego/australijskiego.
Co ci się Myszko nie podobało w zakończeniu "Księcia"?
Wg. mnie każda kolejna część jest trochę lepsza od poprzedniej: każda jest doroślejsza, "odbajkawia" świat czarodziejów, odbrązawia postacie bohaterów. Świat staje się coraz mniej magiczny (bez względu na wszelkie atrybuty czegoś co nazywam "present fantasy"). Ludzie (i nieludzie) mają wszelkie cechy społeczeństw w których żyjemy (spoiler, podświetl: bo czym w pewnym momencie różni się obrona szkoły od sytuacji na placu Tienanmen??)
Momentami jest to tak do bólu racjonalne, że bardziej na fantasy wyglądaja płd-amerykańskie powieści "realizmu magicznego" (jakoś tak się ten gatunek nazywa, nie chce mi się góglać) np Isabel Allende.
Chciałem się dowiedzieć co sądzicie o tym autorze. Jakoś nie zauważyłem byście gdzieś o nim pisali, ale przyznam się, że dobrze nie szukałem . Dla mnie autor bardzo dobry. Jedna z jego książek, a mianowicie "Amerykańscy Bogowie", jest dla mnie najlepszą jaką dotąd czytałem. Neil pisze wiele fantastycznych opowiadań i powieści z głęboko metaforycznym przesłaniem, a z drugiej strony ma również wiele zwykłych książek, gdzie nie wskazane jest dopatrywać się "drugiego dna". Nawet pozwolę sobie zamieścić jedno jego opowiadanie :

Mikołaj był...

starszy od grzechu, a jego broda nie mogła już bardziej posiwieć. Chciał umrzeć.
Krasnale, żyjące w jaskiniach Arktyki nie znały jego języka, rozmawiały jednak we własnej szczebiotliwej mowie, i kiedy nie pracowały w fabrykach, odprawiały niezrozumiałe rytuały.
Każdego roku zmuszały go, mimo protestów i płaczu, do wyjścia w Wieczną Noc. Podczas swoich podróżny zatrzymywał się obok każdego dziecka na świecie i zostawiał mu przy łóżku niewidzialny krasnoludzki prezent. Dzieci spały, uwięzione w czasie.
Zazdrościł Prometeuszowi i Lokiemu, Syzyfowi i Judaszowi. Jego kara była cięższa.
Ho.
Ho.
Ho.
Zauważyłem, że w tym dziale brak tak znakomitej postaci jaką jest Gaiman i jego dzieła, więc postanowiłem przybliżyć trochę jego twórczość. Neil Gaiman mimo młodego wieku (nie całe 45 lat) jest jednym z najlepszych na świecie scenarzystów powieści oraz komiksów, a także scenariuszy filmowych.
Z jego dorobku pisarskiego na szczególną uwagę zasługują takie książki jak "Nigdziebądź", "Gwiezdny Pył", "Dym i Lustra", "Amerykańscy Bogowie", napisany wraz z Terrym Preatchetem "Dobry Omen", "Koralina", "Wilki w ścianach" czy wydana niedawno w Polsce książka do rysunków Dagmary Matuszak "Melinda". Wszystkie jego dzieła były nominowane oraz zdobyły wiele prestiżowych nagród. Gaiman wciąga subtelnie czytelnika w swój własny wykreowany świat, pełen niesamowitych i nieprzewidzialnych zdarzeń. Nie trzyma się żadnych utartych schematów, sam tworzy pewien wymyślny kanon wartości, który wraz z niepowtarzalnym stylem daje niesamowity efekt.
Do moich ulubionych książek Gaimana zaliczam przede wszystkim:
"Nigdziebądź"(książka ta otrzymała we Francji nagrodę Julie Verlanger dla najlepszej powieści fantasy), "Dym i Lustra" oraz "Koralinę". Zresztą każde jego dzieło jest świetne. Oprócz książek stworzył genialny scenariusz do serii komiksowej "Sandman", za którą wielokrotnie odbierał najwyższe laury, w tym bardzo prestiżową nagrodę Willa Eisnera (taki odpowiednik filmowego Oskara). Gaiman jako pisarz był wielokrotnie nagradzany zarówno w Ameryce jak i Europie.


Wydawnictwo: Mag
Okładka: Twarda
Stron: 524
Wymiary: 150 x 225 mm
Cena: 45,5 Zł
W sprzedaży od: 26.11.2007 r

Cytat: Nowe, poprawione, wydanie najsłynniejszej powieści fantastycznej wszechczasów Doskonała, przepiękna edycja w twardej oprawie. W obliczu zbliżającej się nieuchronnie międzygalaktycznej wojny na planetę Hyperion przybywa siedmioro pielgrzymów: Kapłan, Żołnierz, Uczony, Poeta, Kapitan, Detektyw i Konsul. Mają za zadanie dotrzeć do mitycznych grobowców, by znaleźć w nich budzącą grozę istotę. Zna ona jednak, być może, metodę, która pozwoli zapobiec zagładzie całej ludzkości. Każdy z pielgrzymów będzie mógł przedstawić jej swoją prośbę, lecz wysłuchany zostanie tylko jeden. Pozostali będą musieli zginąć. W przygotowaniu kinowa superprodukcja w reżyserii Martina Scorsese Dan Simmons (ur. 4 kwietnia 1948 w Peoria w stanie Illinois) - amerykański pisarz science fiction. Laureat wielu nagród i wyróżnień (m.in. Nagrody Hugo i Nagrody Locusa w 1990 r. za powieść Hyperion).Stopnie naukowe zdobywał w Webash College - licencjat oraz na Uniwersytecie Waszyngtona w St. Louis - stopień magistra w dziedzinie pedagogiki. Od tego czasu, czyli roku 1971, przez kolejne 18 lat pracował jako nauczyciel w szkole podstawowej. Simmons należy do nielicznego grona pisarzy, którzy nie trzymają się jednego ściśle określonego nurtu literackiego, lecz z równą swobodą piszą zarówno książki science fiction, horrory, fantasy, kryminały, jak i powieści historyczne
Źródło: Merlin
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Okładka: miękka
Liczba stron: 448
Wymiary: 130 x 205 mm
W sprzedaży od: 20.08.07
Cena: 27,5 Zł

Cytat: Olśniewająca powieść zdobywcy nagród Nebula i World Fantasy, uznawanego za jednego z najważniejszych współczesnych pisarzy amerykańskich, którego dokonania stawiane są na równi z dziełami takich mistrzów gatunku jak J.R. Tolkien czy Ursula Le Guin. Nie trzeba jednak znać i doceniać wcześniejszych książek Gene'a Wolfe'a, by dać się porwać tej wspaniałej historii, która w niezwykły sposób miesza stare motywy i wątki (m.in. opowieści arturiańskie, legendy celtyckie, skandynawskie mity), tworząc z nich nową wartość. Wolfe przedstawia opis podróży amerykańskiego nastolatka przez prawdziwą piramidę światów, przy czym bohater pokonuje równo-cześnie drogę od zagubionego i niezdarnego chłopca do rycerza i bohatera. Mówiące zwierzęta, smok, którego ojcem był człowiek, i istoty, które wierzą, że droga do człowieczeństwa wiedzie przez zjadanie ludzi - to tylko ułamek niepowtarzalnej wyobraźni, której popis znajdziemy w Rycerzu. Autor klasycznej już Księgi nowego słońca powraca w znakomitej formie i zwraca się do szerszego kręgu odbiorców niż dotychczasowi czytelnicy jego prozy.
Źródło: Merlin
Z opowieści całkiem kompetentnych osób wiemy, że polscy pisarze kokosów nie zarabiają. Owszem jeżeli ktoś sprzeda spory nakład albo uda mu się z sukcesem sprzedać coś zagranicą...Tylko takim agent się opłaca. I przydaje, bo może zajmować się rzeczami, którymi mi osobiście nie chciałoby się zajmować. Inaczej np. w USA. Tam prawie każdy ma agenta. Ba, ostatnio czytałam książkę przygodową/fantasy pewnego amerykańskiego autora. Potem weszłam na jego stronę internetową. Koleś pozował przy swoim porsche. Agenta ma bank.

Możesz zadać to pytanie Andrzejowi Pilipiukowi. Jako zawodowy pisarz, mógłby powiedzieć coś bardziej konstruktywnego.
Czytałam "Gwiezdny pył", "Nigdziebądź", "Amerykańskich bogów", "Chłopców Anansiego", a ostatnio wzbogaciłam swoją biblioteczkę o "Księgę cmentarną"
Podobało mi się.
Podobał mi się przede wszystkim rozrzut stylów, w jakich te książki są pisane. Owszem potrafię wyłapać inspiracje - zwłaszcza "Księga cmentarna" jest właściwie kopią "Księgi dżungli", ale sam fakt, że mogę tego samego autora przeczytać bajkę ("Gwiezdny pył"), przypowieść połączoną z powieścią drogi "Amerykańscy bogowie" i "Chłopcy Anansiego" - jakoś nauczyłam się spostrzegać te dwie książki razem) czy coś, co jest niewątpliwie fantasy.
Ciężko sobie przypomnieć takie zamierzchłe dzieje, ale chyba najpierw było takie pisemko dla dzieci, co się zwało "Fantazja", o ile dobrze pamiętam. Znalazłem tam obszerny artykuł o elfach w folklorze (z dwoma pięknymi ilustracjami) i mnie zauroczyło. W drugiej klasie podstawówki przeczytałem swoją pierwszą pełnowymiarową powieść, a był to "Robin Hood", czyli rzecz niemal ocierająca się o fantastykę. Później było na wpół przypadkowe zetknięcie z fantastyką, w postaci pewnego zbiorku z amerykańskimi opowiadaniami SF. Zbiorek malutki, zatytułowany "Serial", a był to rok '89, więc miałem 9 lat i umysł wprost spragniony takich odjechanych wizji. W międzyczasie pochłaniałem różne Sienkiewicze i temu podobne, a w '91 do księgarń trafił pierwszy bodaj oficjalnie wydany "Conan" wydawnictwa Pik. No i wsiąkłem na amen. Rok później, jako dwunastolatek, przeczytałem "Władcę Pierścieni" i to był cios w potylicę. Od tego momentu byłem już uzależniony od literatury fantastycznej, a literatura fantastyczna była skazana na mnie
Ja przeczytałem tylko dwie książki Gaimana i na razie na tym pozostanę Mam wiele ciekawszych rzeczy do kupienia Ale do rzeczy.

Pierwsze moje zetknięcie to "Koralina". Znalazłem ją na stoisku taniej książki za 7 złotych, to wziąłem. Od początku słyszałem, że to książka nietypowa, może się nie sposobać, więc nie nastawiałem się na niewiadomo co. Ale i tak się trochę zawiodłem. Dla mnie była nudna i nieciekawa

Potem sięgnąłem po "Amerykańskich Bogów" nie zrażając się "Koraliną" Niby dobrze się czytało, szybko szło, ale po każdym odłożeniu książki jakoś nie miałem ochoty do niej wracac i czytać dalej. Nie wiem, chyba po prostu nie odpowiada mi taki "współczesny" świat w powieści fantasy Ale musze przyznać, że końcówka była całkiem ciekawa.
Ogólnie niby nic złego nie mogę książce zarzucić, ale...
Aż dziw bierze, że nie ma tematu o Kingu, a więc jako niefan Kinga zakładam taki właśnie oto.

Stephen King - amerykański pisarz, rodzony w 1947 roku - staruszek powoli się robi. Jest autorem horrorów, które przeszły do klasyki gatunku, jak np. Lśnienie, Miasteczko Salem, Podpalaczka. Nie ogranicza się jednak do jednego gatunku, czego przykładem są: Cztery pory roku, Zielona mila, Oczy Smoka, Bastion oraz 7-tomowy cykl powieści fantasy Mroczna Wieża. W przeszłości Stephen King wydawał książki pod pseudonimami: Richard Bachman oraz jeden raz jako John Swithen.

za Wiki

Na wiki można znaleźć bibliografię. Tutaj posta by mi zabrakło.

Znalazłem też polską stronę poświęconą autorowi.

Sam przeczytałem dwie powieści Kinga. Carrie i Misery. Oby dwie takie sobie. Carrie nie oglądałem filmu i mi się podobała jako taki przerywnik od czystej fantasy jaką czytałem w tamtym czasie zazwyczaj. Misery trochę mnie pomęczyła. Niby fajnie sie czytało, ale jakiś wielkich emocji nie było. Może zacząłem nie od tych książek co trzeba? Próbowałem czytać Worek Kości, ale to była już zupełna porażka po paru stronach dałem sobie spokój.
a ja przeczytałem niedawno niesamowitą książkę "Amerykańscy Bogowie" Neila Gaimana. Na wpół fantastyczna historia młodego człowieka i pewnego boga, który oferuje mu pracę. Książka przygodowa i fantasy w jednym. Warto, naprawdę warto... dorosła powieść, gdzie przemoc, seks i intrygi (nawet wśród bogów i bożków) są na poziomie dziennym. O co kaman? Podobnie, jak w Black&White każdy bóg ma tyle siły, ilu wyznawców. Dawni bogowie odchodzą powoli do lamusa i chcą coś z tym zrobić... co dalej? zachęcam do lektury!
:arrow: Droga - Cormac McCarthy
451 stopni Fahrenheita - Ray Bradbury


Po przeczytaniue nie zapomnij zostawić opinii

a ja przeczytałem niedawno niesamowitą książkę "Amerykańscy Bogowie" Neila Gaimana. Na wpół fantastyczna historia młodego człowieka i pewnego boga, który oferuje mu pracę. Książka przygodowa i fantasy w jednym. Warto, naprawdę warto... dorosła powieść, gdzie przemoc, seks i intrygi (nawet wśród bogów i bożków) są na poziomie dziennym. O co kaman? Podobnie, jak w Black&White każdy bóg ma tyle siły, ilu wyznawców. Dawni bogowie odchodzą powoli do lamusa i chcą coś z tym zrobić... co dalej? zachęcam do lektury!


Ja już od jakiegos czasu zastanawiam się nad sięgnięciem po prozę Gaimana xD Czytałes jeszcze coś innego tego autora?
SCI FI, kanał telewizyjny z portfolio NBC Universal prezentujący filmy i seriale z gatunku science fiction, fantasy, paranormal i horror, zapewnił sobie wyłączne prawa do telewizyjnej emisji serialu "TIN MAN" na rynkach trzech regionów europejskich: krajów Beneluksu, Europy Środkowo-Wschodniej oraz Wielkiej Brytanii. W Polsce produkcja będzie miał swoją premierę już w kwietniu.

Trzy dwugodzinne odcinki to świeże spojrzenie na cenioną powieść L. Franka Bauma „Czarnoksiężnik z Krainy Oz”, której postacie w nowej wersji zostały przeniesione w XXI wiek. Odziana w skóry czarownica Azkadellia (Kathleen Robertson) ściga Dorotkę (Zooey Deschanel), żyjącą na amerykańskim środkowym wschodzie. Dziewczynka zostaje przeniesiona do upadającego świata O.Z. (od Outer Zone), gdzie ma spełnić swoje przeznaczenie.

Umowa podpisana z RHI Entertainment, producentem i dystrybutorem mini seriali i filmów telewizyjnych, obejmuje również dystrybucję w obszarze Internetu mobilnego oraz prawa do emisji w ramach usług VoD na rynku brytyjskim. Porozumienie zostało wynegocjowane przez szefową działu zakupów SCI FI Monicę Iglesias oraz Prezesa ds. Produkcji i Dystrybucji RHI, Joela Dentona.
ja lubię też te o Straży, kawał dobrej detektywistycznej historii w oprawie fantasy.


Ja jeszcze żadnej nie łyknąłem z tych o straży, ale kruszeją mi już na dysku jakiś czas. Więc może w sesji w ramach czynności mających na celu odciągnięcie od podręczników łyknę coś. Generalnie, odkąd zacząłem czytać na kompie książki, to naściągałem ich tyle, że do końca życia tego nie przerobie Wbrew pozorom i mojemu początkowemu sceptycyzmowi teraz połowe czytam z monitora bezpośrednio. Fajna sprawa, wygodnie z i leksza korzystnie finansowo...

Co do dobrej powieści detektywistycznej polecam serię W.E.B. Griffina "Badge of Honour". Gość wydał sporo powieści traktujących o historii amerykańskich sił zbrojnych, ale ta akurat jest o policji w Filadelfii. Moim zdaniem rewelacja, dobrze napisane po pierwsze, a i sama fabuła też daje rade. Jak by coś, to mogę na mejla podesłać pierwsze 5 tomów
Pare słów o autorze.

Stephen Edwin King (ur. 21 września 1947 w Portland) – amerykański pisarz, autor głównie literatury grozy. W przeszłości wydawał książki pod pseudonimem Richard Bachman, raz jako John Swithen.

Jest autorem horrorów, które przeszły do klasyki gatunku, jak np. Lśnienie, Miasteczko Salem, Podpalaczka. Nie ogranicza się jednak do jednego gatunku, czego przykładem są: Cztery pory roku, Zielona mila, Oczy Smoka, Bastion oraz 7-tomowy cykl powieści fantasy Mroczna Wieża.

Znacie jego twórczosc? <Nie uwierze, że nie>
Co o niej sądziscie, czy podobają sie wam jego książki ?
Ulubione pozycje, bez ładu i składu:

Terry Pratchett - "Świat Dysku"
H. P. Lovercraft - "wszystko, gdzie Przedwieczni
Iain M. Banks - "Fabryka Os"
Jaroslav Hasek - "Przygody Dzielnego Wojaka Szwejka podczas Wojny Światowej"
Phillip K. Dick - właściwie wszystko; "Ubik", "trzy Stygmaty Palmera Eldrichta", "Człowiek z Wysokiego Zamku", "Płyńcie łzy moje, rzekł policjant" i opowiadania
John Ronald Reuel Tolkien - "Władca Pierścieni", "Hobbit", "Silmarillion"
George Orwell - rok 1984
Edmund Niziurski - wszystko :)
Stanislaw Lem (Śp.) - wsytstko, szczególnie "Dzienniki Gwiazdowe"
Sempe & Gościnny - Mikołajek, seria
Brian W. Aldiss - "Cieplarnia"
Piers Anthony - cykl "Xanth"
Andre Norton - cykl "Świat Czarownic"
Clive Stapleton Lewis - "Opowieści z Narnii"
Joanne Katherine Rowling - "Harry Potter" (sceptycyzm u mnie do roku 2001 ;))
Neil Gaiman - "Gwiezdny Pył", "Nigdziebądź", "Amerykańscy Bogowie"
William Golding - "Władca Much"
Antoine de Saint Exuperry - "Mały Książe"
Andrew Sapkowski - "Wiedźmin"
Jonathan Carroll - "Kraina Chichów"
opowiadanie "Piaseczniki", GEORGE R.R. MARTIN
i cholernie wiele innych :)

OOO, przypomniało mi się:

Douglas Adams - "Autostopem przez Galaktykę" (5 części)
Wodnikowe Wzgórze - chyba taki tytuł, fantasy o królikach :D
Ostatnio przeczytałam Oliwkowy labirynt Mendozy. Chyba troszkę mniej mi się podobał od pierwszej części przygód szalonego detektywa , ale tylko troszeczkę.

Następnie Samobójczynie by Jeffrey Eugenides, znane też jako Przekleństwa niewinności. Bardzo, bardzo poruszająca książka opowiadająca o nastolatkach z amerykańskiego przedmieścia. Nie mówi ona jednak o popularnych zawodnikach drużyny i cheerleaderkach oraz frajerach z high school tylko o dramacie pięciu sióstr, które przez swoją tajemniczość fascynują wszystkich spotykanych przez siebie chłopców. Niezwykła powieść, dla mnie napisana w sposób dziwnie szczery, realistyczny i prawdziwy.

I jeszcze Amerykańscy bogowie. Cóż, chyba Gaiman mnie nie porywa. Nie jest zły, jest dobry, w porządku, ok, ale niestety nic więcej. Kilka świetnych fragmentów, całość bardzo fajna , ale żadnych zachwytów. Może kiedyś

A teraz (wreszcie!) zabieram się za Tiganę Kaya. Będzie świetna, prawda? Powiedzcie, że tak, mam ochotę na coś naprawdę fantastycznego .
Leiber był chyba trochę później. Howard pisał w naszym świecie, było troche odnośników typu Atlantyda i Hyperborea, Lewis pisał mniej więcej w tym samym czasie (zresztą Lewis podobno przyjaźnił się z Tolkienem, obaj wykładali na uniwersytecie, Lewis matmę, chyba, a Tolkien to już nie pamiętam co, coś z językami). Ale historie Lewisa są powiązane z naszym światem. Świat Tolkiena jest od naszego "odcięty".


Świat Tolkiena nie był znowu taki "odcięty", sam zainteresowany w swoich listach mówi o "wydarzeniach w wyimaginowanym czasie, w rzeczywistym miejscu". W Prologu zresztą też jest o tym krótka wzmianka.
Sprawdziłam, Tolkien wydał "Hobbita" w 1937, Leiber swoje opowiadanie o Fafrydzie i Szarym Kocurze w 1939...
Nie chcę umniejszać zasług Tolkiena wobec gatunku, ale lekkim nadużyciem wydaje mi stwierdzenie, że wymyślił on fantasy, a reszta to popłuczyny (to niekoniecznie było do Ciebie ). Wielu tworzyło mniej więcej w tym samym czasie i nie wydaje mi aby jakoś szczególnie sugerowali się Tolkienem.
Z tego co wiem, popularność "Władca..." zdobył dzięki amerykańskiemu pirackiemu wydaniu, który trafił w ówczesną sytuację To ma chyba coś wspólnego z hipisami, jeśli dobrze pamiętam. I warto wspomnieć o tym, że "Władca..." jest "najukochańszą powieścią Amerykanów".


Napisałeś, że jakoś wpłynęła na ludzi, ale jak? Bo to, że "Władca..." zdobył popularność nie jest jeszcze żadnym wpływem... Chyba, że miałeś na myśli, że ta popularność miała dobry wpływ na kieszenie wydawców
Przeczytałem "Małe, Duże" Crowleya. Podtrzymuję to, co napisałem wcześniej. To niezwykła książka: delikatnie oniryczna (i wcale mnie to nie drażniło), na pograniczu jawy i snu, napisana pięknym, plastycznym, obrazowym językiem. Trudno ją czasami zostawić nie doczytaną. Ale też wzbudza przesyt momentami i trzeba ją odłożyć. Taki mały paradoks.

Na swój sposób jest unikatowa. Pisałem na Katedrze, że na fantasy musiała mieć jakiś wpływ, bo nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że właśnie urban fantasy to takie pokłosie tej powieści. Były takie momenty, że - trudno to uchwycić słowami - miałem wrażenie, iż czytam własnie coś co było protoplastą tamtego gatunku. Nie wiem, na ile to trafne spostrzeżenie. Ale wrażenie to było bardzo silne.

"Małe, Duże" stanowi bez wątpienia arcydzieło. To mocne słowo, ale inne nie przychodzi mi do głowy. Tak dobrze napisanej fantasy nie czytałem od... nie wiem, od kiedy. Ale to powieść, która wykroczyła też poza ramy gatunku o czym świadczy fakt, iż jej promotorem był H. Bloom, znany i wpływowy amerykański krytyk, znawca, teoretyk (whatever..) literatury, profesor Yale.

A teraz Ślepowidzenie Wattsa - Shadowmage na Katedrze naprawdę podsycił mój apetyt, który i przed jego recenzją był już spory.
I dobrze, że wydusił z Wiedźmina wszystko. Na tym ten biznes polega. Gorzej, gdyby po wyduszeniu z tej fabuły wszystkiego dalej ucztował na resztkach i wciskał je czytelnikom jako setny tom przygód wiedźmina lub eksplorował w nieskończoność i w ten sam sposób świat stworzony w opowiadaniach lub sadze, jak to robią amerykańscy pisarze w swoich "dziełach" wiekopomnych.

A to że trylogia husycka to już inna bajka w niczym nie umniejsza przygód Geralta z Rivii, prawda? Czy to jest z kolei cykl udany? Mnie się podobał, choć ostatni tom trochę "na szybko" się kończył. Ale scenografię i klimat powieści Sapkowski stworzył przednio. Jaki inny polski autor fantasy był w stanie choćby w tych elementach mu dorównać? Może Komuda tylko i czasami...

Ekhem... Andrzej Sapkowski - Trylogia husycka - porządek musi być ;P - El
Do wsyztskich fanow LOTR (choc nie tylko) : Widzial ktos Opowiesci z Narni?
Fabula dosc cieka (jak to zwyklle z basniami bywa) ale wg mnie ekranizacja swietna ... efekty specjalne, muzyka ... b ladnie zrobione ... Szczerze Polecam

Co do moich ulubionych filmow : ogolnie chinskie produkcje typu "przyczajony tygrys ukryty smok" "hero" "dom latajacych sztyletow" ... anime "ksiezniczka mononoke" "ghost in the shell" ... wszelakie fantasy ...
Ogolnie jestem wszechstronna ale przewaznie nie trafie tanich romansidel tudziez produkcji amerykanskich ktore zawsze kocnza sie tak samo
Grzegorz Rasiak nigdy wcześniej nie grał tak dobrze, jak w tym sezonie. Polski napastnik Southampton wyrósł na największą gwiazdę angielskiej Championship i zmierza po tytuł króla strzelców!
W meczu z Burnley strzelił dwa piękne gole głową i dostał nowy pseudonim - "Danger Man", czyli "Niebezpieczny Człowiek".

Burnley - Southampton, mecz na szczycie 2. ligi angielskiej, okazał się najbardziej emocjonującym horrorem w tym sezonie. Po zażartej walce goście wygrali 3:2, a najlepszym graczem spotkania został Polak.

- Burnley było bliskie wywalczenia punktu, ale fantastyczny drugi gol Rasiaka odebrał gospodarzom resztki złudzeń. Dzięki skuteczności polskiego napastnika Southampton wspiął się na trzecie miejsce w tabeli - napisał brytyjski "Sunday Mirror", który wystawił Polakowi najwyższą notę z wszystkich piłkarzy - 8 (w skali od 0 do 10).

- Trener daje mi wolną rękę. Mogę strzelać i rozgrywać. Wybór opcji w danym momencie należy do mnie. I taka swoboda bardzo mi odpowiada - mówi Rasiak, przyznając, że pomaga mu jeszcze coś, a raczej ktoś - Dan Brown, amerykański pisarz, autor powieści sensacyjnych.

- To prawda - uśmiecha się polski napastnik. - Ostatnio chętnie czytam powieści Browna, bo można się przy nich świetnie zrelaksować. No a później wychodzę wyluzowany na boisko i robię swoje.



Ja zawsze wierzylem w Grzesia, może pół żartem pół serio ale w końcu RazorMen tryumfuje
On musi grać u Hakera
Co do bestsellerów... Spróbuj Prachetta jeśli lubisz absurdalny humor z odrobiną fantasy. Na rozluźnienie jelit możesz spróbować coś Clive'a Cusslera. Są to powieści sensacyjno - przygodowe bez żadnych ukrytych sensów . Polecam jeszcze stronę (moją, ale cóż ) www.clivecussler.prv.pl właśnie o tym autorze. A jeśli lubisz kryminały, spróbuj się z Jefferym Deaverem. Muszę jeszcze polecić Wielki Marsz Kinga i Amerykańskich Bogów Neila Gaimana. Też ma coś z fantasy, ale też sporo o mitach różnych narodów; w sumie brutalna prawda o nas samych (tzn. nie kibicach Barcy, tylko o człowieku ogólnie ).
Niedawno kupiłam sobie zarąbistą książkę - "Opowieść Murasaki" Lisy Dalby. Jest to sfabularyzowana biografia Murasaki Sikibu, autorki "Genji Monogatari" - pierwszej na świecie powieści psychologicznej. Połknęłam ją szybciutko, a potem pożyczyłam sobie "Świat Księcia Promienistego" Ivana Morrisa (pozycja dobrze znana miłośnikom kultury japońskiej, ale zawsze warto ją przypomnieć), żeby sprawdzić ile amerykańska autorka zmyśliła i wcisnęła kitu - okazuje się, że niewiele, a klimat zachowała idealnie i to nie tylko dzięki wierszom Murasaki (w tłumaczeniu i w japońskim oryginale!).
Spytacie, po co piszę tu, na fantastycznym forum, o książce biograficzno-historycznej? Hmmm... zapewniam, że jedenastowieczna Japonia wydałaby się najbardziej fantastycznym światem, o jakim słyszeliśmy, zupełnie jak obca planeta, na której działa magia
Ja ostatnio oglądnołem sobie dość przyjemną kreskóeczke Beowulf fajnie zrobiona a i niektóre teksty niezłe polecam a raczej n ie dla zbyt małych dzieci napisali od 12 ale raczej 15



Widzę Klepitko , iz mamy bardo podobny gust filmowy. Mi tez do gustu ta wersja przypadła - super animacja , Angelina hmm... , tematyka wikingów coś jak kiedyś Thorgal w Relaxach - to były czasy. 7/10

"Złoty kompas" - film fantasy ( podobny jak "Opowieści z Narnii" ) też troszkę dla starszych dzieci bo jest trochę przemocy. Tematyka fajna, fajnie zrobiony filmek i jak to bywa w amerykańskich produkcjach - na 100% będzie kontynuacja . 7/10

http://film.onet.pl/12451,,Złoty_kompas,film.html

"Facet z W-fu" - komedia z "Stiflerem" (jak kto pamięta American Pie) - mnie bynajmniej trochę ubawiała więc 6/10.
"Złoty kompas" - film fantasy ( podobny jak "Opowieści z Narnii" ) też troszkę dla starszych dzieci bo jest trochę przemocy. Tematyka fajna, fajnie zrobiony filmek i jak to bywa w amerykańskich produkcjach - na 100% będzie kontynuacja .

Ano będzie, ponieważ film jest na podstawie trylogii Philipa Pullmana - Mroczne Materie. Książkę polecam, fabuła i problematyka filmu została mocno uproszczona dla umysłów młodych widzów.

Batman Poczatek - Nie oglądałem w kinie bo postanowiłem z mniej mi znanych powodów olać, po seansie przed TV bardzo tego żałuję. Najnowsza odsłona Batmana w wydaniu Nolana jest jedną bardzo udana i spokojnie może stać przy Burtonowskich tytułach zaś sam Początek tylko dodatkowo zwiększył moją chrapkę na Dark Knighta ale Jokera to już 1oo% oglądać będę w kinie.
8+/10
Hmm... opowieści z Narnii przeczytałem. Wciąga bardzo, serdzecznie polecam książkę.
Hiob, co do Harr'yego Pottera - jeszcze za Jana Pawła II, wypowiadano się, że to jest wielkie zagrożenie. Jak dla mnie zagrożenia nie ma wcale. Sam miałem zamiar pojechać na takie kolonie, gdzie sie jest w hogwarcie. Tylko tam zaklęc sie nie uczy, tam jest czytanie Harryego "do poduszki", i jakieś testy z wiedzy.
Pozatym myślę, że nikt tak naprawdę nie wierzy, że ta magia istnieje.
A co do szatana, nie wiem co w Harrym przybliża nas do niego.

Sam jeste wielkim fanem książek fantasy. Bawiłem się w wirtualne hogwarty,gram w gry fantasy etc. ale nigdy nie przywiązywałem do tego dużej wagi. Sama autorka mówiła, że wcale nie chciała szerzyć jakichś satanistycznych usposobien wśród młodzieży.

Egzorcyzmów Emily niestety nie widziałem. Temat o szatanie znam tylku z kilku filmów "Amerykańskich" co mówi samo za siebie. Po prostu zrobili ze sprawy naszej wiary sobie show w takich filmach jak "Constantine" czy "Sin eater" (zjadacz grzechów). Filmy obejrzałem bo lubie dreszczowce. Rodzice nie chcą mi pozwolic na obejrzenie Egzorcyzmów Emily Rose. Może dam im poczytac to forum

Jeśli mógłbyś, napisz może felieton o Harrym i szatanie, bo tutaj troche offtopica zrobiłem .
Pozdrowianka
Bodaj najbardziej znany japonski horror ostatnich lat. Dla mnie duze
zaskoczenie - film jest przede wszystkim bardzo opanowany. Kto zna
japonskie horrory z ostatniej dekady, wie ze opanowanie to ostatnie slowo,
jakim da sie je opisac. Japonczycy zwykle epatuja groteska, dziwactwami,
sado-masochizmem i rozbuchanym gore, najczesciej przy, ze tak powiem,
niekonserwatywnym podejsciu do logiki opowiesci. Tymczasem w "Ring" - nic
podobnego. Historyjka jest logiczna i umiarkowanie trzyma sie kupy
(oczywiscie na tyle, na ile to mozliwe w horrorze z gatunku fantastycznych
opowiesci). Podstawa historii jest bardzo prosta i jednoczesnie oryginalna
(nie bede zdradzal), a wykonanie bardzo wstrzemiezliwe. Strasznie draznia
mnie w horrorze te najczesciej wykorzystywane, prymitywne chwyty z naglym
wyskakiwaniem zza kadru, naglym glosnym akordem itp.  Tutaj rezyser (Hideo
Nakata) ostentacyjnie od tego ucieka - nawet tam, gdzie mozna sie
spodziewac typowych zagrywek, pojawiaja sie zupelnie niespodziewane w
horrorze nuty poetyckie. Co oczywiscie nie zmienia faktu, ze w filmie jest
kilka scen stawiajacych wlosy na karku, aczkolwiek calosc koncentruje sie
raczej na bardzo niepokojacej atmosferze, niz na szokowaniu, czy
przerazaniu widza. Niemniej film jest moim zdaniem bardzo efektywny i to
przy wykorzystaniu naprawde prostych srodkow.

Generalnie, kto nie trawi takich historii, pewnie uzna calosc za bzdure.
Kto trawi, powinien rzecz zaliczyc - IMO "Ring" to jeden z najlepszych
horrorow ostatnich lat (i w ogole dobry film). Rzecz niestety nie jest do
obejrzenia w naszych kinach, ale da sie ja sciagnac na DVD wydanym w
Anglii przez Tartan Video w serii Tartan Terror. Dysk jest anamorficzny, w

BTW - jak przy wiekszosci zagranicznych sukcesow, Hollywood przygotowuje
wlasnie amerykanski remake filmu.

Dziękuję Wam za głosy i wypowiedzi! Wątek zamykam. W wolnym czasie podam wyniki.

Pozdrawiam!

Edit: Dzięki Madowi wyniki już są. Oto one:

1. J.R.R. Tolkien - "Władca pierścieni". 9% [ 23 ]

2. Terry Pratchett - cykl "Świat Dysku". 6% [ 16 ]

3. Andrzej Sapkowski - saga o Wiedźminie. 6% [ 15 ]

- . Frank Herbert - "Diuna". 6% [ 15 ]

4. Robert E. Howard - "Conan". 5% [ 14 ]

6. J.R.R. Tolkien - "Hobbit". 4% [ 12 ]

7. Roger Zelazny - cykl "Amber". 4% [ 10 ]

- . George R.R. Martin - cykl "Pieśń lodu i ognia". 4% [ 10 ]

- . H.P. Lovecraft - cykl opowiadań Cthulu. 4% [ 10 ]

- . Stanisław Lem - dzieło (lub dzieła) wybrane. 4% [ 10 ]

8. Steven Erikson - cykl "Malazańska księga poległych". 3% [ 9 ]

9. Janusz Andrzej Zajdel - "Limes inferior". 3% [ 8 ]

- . J.R.R. Tolkien - "Silmarillion". 3% [ 8 ]

10. Ursula Le Guin - cykl "Ziemiomorze". 2% [ 7 ]

- . Stoker - "Drakula". 2% [ 7 ]

- . J.K. Rowling - "Harry Potter". 2% [ 7 ]

11. Neil Gaiman - "Amerykańscy bogowie". 2% [ 6 ]

- . Marion Zimmer Bradley - "Mgły Avalonu". 2% [ 6 ]

- . C.S. Lewis - "Opowieści narnijskie". 2% [ 6 ]

12. Ursula Le Guin - "Czarnoksiężnik z Archipelagu". 2% [ 5 ]

- . Guy Gavriel Kay - "Tigana". 2% [ 5 ]

- . Arkadij i Borys Strugaccy - "Piknik na skraju drogi". 2% [ 5 ]

- . Guy Gavriel Kay - "Sarantyńska mozaika". 2% [ 5 ]

- . Philip K. Dick - opowiadania. 2% [ 5 ]

13. Mary Shelley - "Frankenstein". 1% [ 4 ]

- . Glen Cook - "Czarna kompania". 1% [ 4 ]

- . Isaac Asimov - "Fundacja". 1% [ 4 ]

14. Andre Norton - "Świat czarownic". 1% [ 3 ]

- . Andrzej Pilipiuk - cykl o Jakubie Wędrowyczu. 1% [ 3 ]

- . Snerg - "Robot". 1% [ 3 ]

15. Esbach - "Gobeliniarze". 0% [ 2 ]

- . Fritz Leiber - saga o Fafrhdzie i Szarym Kocurze 0% [ 2 ]

Wytłuszczonym drukiem zaznaczyłem naszą dwunastkę, ale tytułów jest trzynaście, jako, że kilka zajeło miejsca ex equo. W nawiasach jest podana ilość głosów oddana na dany tytuł.

Co do wyników to zwycięzca pewno nie zaskakuje, ale dalej jest już chyba naprawdę ciekawie. Zapraszam do komentowania i dyskusji o wynikach i kształcie śFiRowego Kanonu Fantastycznego!

Pozdrawiam!
Nie czytałem Eragona, ale z tego co słyszałem to została napisana przez jakiegoś południowo amerykańskiego 15-latka, który nie wyróżniał się inteligencją, a całą wiedzę czerpał z książek fantasy. Czyli jest to (o zgrozo) na poziomie jeszcze niższym, niż Hory Garncarz.

Jeżeli idzie o Tolkiena literaturę: Ona zawiera świat uproszczony i nie do końca realistyczny: To, że Legolas świetnie włada mieczem da się wytłumaczyć, to że Boromir to już mniej. Postacie w większości są dobre i złe. Tolkien tworzy świat dobra i zła, ale jego powieści nie są głupie. On porusza konkretne zagadnienia, skłania do przemyśleń itd. Za przykład, choć może oklepany można podać takie kwestie jak
Powroty Bilba i Froda do domu, gdzie nie dość, że nie mają miłego powitania, to jeszcze brakuje im życia "poszukiwacza przygód", tęsknią za tym, co poznali, byli jednak w zbyt wielu miejscach, by je wszytskie odwiedzić. Golum nie jest w pełni zły, ponad to ma pewne "ludzkie" zachowania. On też czuje, nawet jeżeli jest tym przeciwnikiem.

W książce jest więcej różnych rzeczy skłądniających do przemyśleń, choć niekiedy są one trudne do wyróżnienia jako konkretne zdarzenie.

Ponad to się ją bardzo dobrze czyta, czyli łączy dwa w jednym.

Ponad to: Tolkien stworzył cały świat fantasy na wielką skalę, który był dopracowany. Za to mu chwała i za to, że czerpał z MITOLOGII. Tak więc niektóre kopie z Tolkiena można uznać tak naprawde za oparcie się na mitologii.

Jeżeli chodzi o zaczerpnięcia z Tolkiena, to twórcy D&D zawsze mówili, że bazowali na nim "tylko trochę". Podam przykłady:
- worgi (z wargów), ich relacje z goblinami
- gobliny
- orkowie i hobgobliny (razem dają coś na kształt Uruk-Hai)
- W ZK elfy odpływały podczas Odwrotu "na zachód", do Evermeet
- elfy i krasnoludy bardzo podobne
- niziołki (popatrzcie na cechy rasowe)
- ogromne orły
Są też inne odniesienia, ale musiał bym pomyśleć, mi zaś się nie chce .
Proponuję założyć wątek na temat filmów, które oglądaliście ale nie polecacie.

Może ja zacznę.
W piątek byłam w kinie na filmie Obcy kontra Predator 2
oto opis tego filmu:

Obcy kontra Predator 2
(Aliens vs. Predator: Requiem)
Brak informacji
Film z napisami

Gatunek: Fantasy
Reżyseria: Colin Strause, Greg Strause
Scenariusz: Shane Salerno
Obsada: John Ortiz, Steven Pasquale, Johnny Lewis
Rok produkcji: 2007
Produkcja: USA
Długość: 94 min.
Strona oficjalna: www.alienvspredator2.com/

W filmie OBCY KONTRA PREDATOR 2 dochodzi do starcia dwu przedstawicieli najbardziej przerażających cykli w dziejach światowego kina. Połączenie thrillera science fiction z filmem akcji przenosi na ekran magię komiksów, powieści i gier komputerowych opartych na idei pojedynku Obcego z Predatorem, będąc jednocześnie hołdem dla dzieł i twórców, którzy je poprzedzili: Ridleya Scotta, który wskrzesił „Obcego - ósmego pasażera Nostromo", Jamesa Camerona, który w „Obcych" wzmocnił dramat SF elementami kina akcji, oraz Johna McTiernana, który rzucił kosmicznego wojownika do dżungli w „Predatorze". Jednocześnie kolejne starcie Obcego i Predatora wnosi nowy interesujący element do cyklu: do pojedynku potworów dochodzi w małym amerykańskim miasteczku. Ludźmi, którzy zdecydowali się połączyć wszystko w jedną całość są Colin i Greg Strause - bracia, których studio efektów specjalnych pracowało przy takich filmach jak „300", „X-Men: Ostatni bastion" i „Fantastyczna czwórka".



Osobiście się rozczarowałam tym filmem akcja za szybko się toczyła, wiele wątków nie pokazali a mogli by, już nie mówiac o końcówce !! Tak jakby scenarzyście pomysłu brakło. Byłam przygotowana na ciekawy pojedynek na końcu między dwoma potworami a tu...ciach! zrzucili bombe na miasteczko i koniec filmu

Jednym słowem: moim zdaniem film przereklamowany, nie polecam.
DEFACTOR-EXPLORATION OF ATLANTIS’02
Płyta wydana w labelu Jacka Sprucha trafiła do mnie od twórcy tej muzyki Karola Sabata w dość oryginalny sposób –wystawił ją w ZIPie w internecie...Sporo tu klimatów etno w stylu Makuna Hatata i właśnie w stronę muzyki filmowej, ilustracyjnej zawartość tego krążka zmierza choć i są wtręty mocno transowe.
MARSELJE ROBERT & ENGELEN VAN JEAN PAUL –THE BLUE TEAM’96
Pierwszy utwór, Prologue wzbudza wspomnienia. Była taka gra RTS pt. Dark Colony gdzie pojawiały się mówione komunikaty w bardzo charakterystycznej modulacji wokoderem. I łza w oku się kręci jak idealnie ten sam głos opowiada jak ludzie odbudowali swe siły przeciw Obcym itd. na tle fantastycznej melodii. Ogólnie to różne w formie wyrazu warianty melodyjnej el –od czystego ME po elementy chilloutu ujete w formę muzycznej opowieści o walce z UFOkami co świetnie oddają tytuły poszczególnych utworów. Znakomita płyta. Gorąco polecam.
WILLIAMS BEKKI-ELYSIAN FIELDS’96
Tą panią odkrył David Wright więc zaciekawiłem się co interesującego tworzy. I cóż to takie słodkie babskie granie melodyjnych momentami prawie infantylnych kompozycji zahaczających o New Age, melancholię a nawet Soft Synth Dance ale są tu też dwie znakomite kompozycje Secrets of the Labyrinth i Elysian Fields (part 2). W sumie polecam.
MARSELJE ROBERT – WAVES IN THE SKY’94
Przy pierwszej płycie tego artysty pisałem: THE FORCE OF MUSIC(1993) RM to holender - zaczynał od projektów dance i pop a skończył w objęciach Boots'a jako muzyk towarzyszący i kolejny twórca w stajni Groove. Ta debiutancka płyta stworzona została z kawałków z lat 1989-93 czyli to swoisty skladak- niestety brzmią one jak dobrze zaaranżowane zapchaj dziury -RM szuka swego emploi łącząc różne style np. trance'ową perkusję z pulsującymi sekwencjami ale na mój gust wychodzi z tego średniak. A tu sympatyczne melodyjne granie znać rozwój jego myśli twórczej –cóż więcej mogę dodać jako rekomendację? Warto.
ROACH STEVE& RICH ROBERT-SOMA’92
Kościane cymbałki kontra ambientowe struktury. Dużo afrykańskich wtrętów osadzonych w wzorcowym ambiencie. Amerykanie tak mają. Czemu nie? TIEGHEM VAN DAVID-SAFETY IN NUMBERS’87
Automaty perkusyjne, analogi czyli stare, dobre lata osiemdziesiąte. Zabawy formą, treścią i brzmieniami przywołują nostalgiczne wspomnienia. Fajne.
stron 461 obrazkow brak (może to i lepiej sadząc po okładce)


Książka zaczyna się mottem z Schrodingera: "nauka jest grą, ale grą z rzeczywistością, grą przy uzyciu naostrzonych noży..."
To historia niezwykła, pomimo skandalicznej okładki i nieudanego tytułu, powieść niezwykle bogata w sensy, znaczenia i rozwijająca intelektualnie. Przy tym naprawdę niezła w ramach gatunku powieści sensacyjnych.
Ktoś napisał o tej książce " Interesująca próba przeniesienia teorii względności Einsteina i zasady nieoznaczoności Heisenberga na grunt powieści" i naprawdę miał rację, ale z drugiej strony zwyczajnie spłaszczył tym samy tę powieść do jednego zagadnienia.
Głowny bohater - amerykański żołnierz w tuż powojennych Niemczech ma do wykonania zadanie - wskazać i odnaleźć naukowca niemieckiego, który ukrywa się pod pseudonimem Klingsor (Klingsor to pierwotnie ten "zły" z Parsifala -podpowiedź dla słabo zorientowanych w eposach starogermańskich, ewentualnie nie przepadających za operami Wagnera).
Klingsor ukrywał się zresztą już i w czasie władzy hitlerowców. To on zarzadzał srodkami na budowę niemieckiej bomby atomowej. Był podobno wszechmocny w faszystowskim swiecie nauk ścisłych, a teraz zaginął.
Fantastyczne rozmowy bohatera z naukowcami - matematykami i fizykami. Dogłębna znajomość zarówno historii, jak i nauk scislych autora. To ogromne atuty tej książki. Czytelnik ma okazję nieżle sie zabawić jak i coś niecoś zrozumieć ze zdawać by się wielu mogło - hermeteycznych nauk scisłych. A wszystko to bezpretensjonalnie i w ramach porywajacej narracji.

Wydawnictwo Muza ukarało niesłusznie te opowieść okładką jak z najgorszych sensacyjnych paperbooków. jes tu i pajęczyna i hakenkoitz.Golej baby nie ma, ale przydałaby się najpewniej zdaniem autora tego nieporozumienia. Już chcialem nawet być pelen miłosierdzia, ale nie. Nie ma miejsca na odruchy serca w przypadku tak skandalicznej głupoty - autorem okladki jest niejaki Tadeusz Kazubek. Ludzie kochani! Zapamietajcie to nazwisko, i pamietajcie - strzeżcie się Kazubka! Jaby co, pamietajmy - Kazubek Tadeusz - nie żebym komukolwiek źle zyczył, ale jakby co ...Kazubek. dzieci kazubkiem jednak nie straszyć, bo zadne dziecko i zadna przewina nie zasługuja na podobne bestialstwo.

Nie kupiłby i nie przeczytałbym tego w zyciu, widząc okładkę, na szczęście tłumacz jest moim przyjacielem i jego gustowi (rownież muzycznemu) wierze bezgranicznie.

BTW. tłumaczenie również pod względem merytorycznym znakomite, co jako niegdysiejszy fizyk moge poświadczyć slowem honoru.

jaro
P.S.
Przepraszam, za cytowanie samego siebie z innego forum
Książkę szczególnie polecam Andy'emu. Ze względów merytorycznych.

Cytat: Święte miejsca niekoniecznie muszą służyć temu, do czego je powołano. Tam, gdzie rodzą się silne emocje, mogą również grasować odpryski potwornego Cthulhu - guimony.
Kamil Stochard z ABW, z zamiłowania kontestator, przy tym uwikłany w nieszablonowe związki miłosne, zostaje oddelegowany do pomocy amerykańskiemu koledze i wkrótce, z osłupieniem i ekstremalnym niedowierzaniem, wysłuchuje opowieści fachowca od guimonów i ich likwidacji. Godzi się jednak na współpracę - raz, bo w pracy i tak trzeba coś robić, dwa, bo przekonują go przywiezione przez urodzonego w PRL-u agenta zabawki, a dokładniej mówiąc - pistolet "Desert Eagle" do prywatnego użytku. Amerykański agent, jeden z kilku mistrzów eksterminacji guimonów, wprowadza Kamila w tajniki walki z nieludzkimi przeciwnikami. Największym problemem jest ich wygląd. Maskują się, zwykle przybierając postać osób wiekowych i niedołężnych. Do staruszków wszak trudno strzelać, a jeszcze trudniej chlastać ich białą bronią. Niestety, nie ma innego sposobu na zniszczenie pociotków straszliwego Cthulhu, który ciągle żyje na dnie Pacyfiku w mieście cyklopów R'lyeh i tylko czeka na okazję, żeby się uwolnić.

Para coraz bardziej zaprzyjaźnionych likwidatorów przemierza więc współczesną Polskę w poszukiwaniu miejsc, w których guimonom najłatwiej sycić się emocjami. Odwiedzają Toruń, Wadowice, wszędzie tropiąc Fn'thala, potężnego kardynała przerażającego bóstwa. Niebawem jednak ich problemem staną się również zwyczajne polskie bandziory, które planują na Stochardzie zemstę za dawne krzywdy.

Eugeniusz Dębski- jedna z najbarwniejszych postaci polskiej sceny fantastycznej, pisarz, tłumacz z języka rosyjskiego, redaktor, miłośnik i popularyzator fantastyki. Autor ponad trzydziestu książek, od przeszło dwudziestu lat niezmiennie ceniony przez czytelników.
Agencja Wydawnicza Runa 04.04.2008
Hm co to jest sf a co realizm magiczny ...tu jest big problem

--Ale najpierw -co do glosowania za zmianą miejsca umieszczenia --A po cholere???
-Mod ma zrobic jak chce i juz chyba ze ktos zagrozi mordem lub samospaleniem to jeszcze raz pomysli i przemyslawszy zrobi jak chce!!

--Z sf jest problem ja bym wywalił z tad nawet haringtony i fundacje asimowa i diune i wszystkie tasiemce bo to bajki -ale to trza mniwincy po uwazaniu . Andy phleb , czy jol niech podziela bo sie znają a reszta nie se zgrzyta zebami.

-realizm magiczny to zbedny dział -sztuczny jak juz musi to niech bedzie literatura pd.amerykanska , to sie da wydzielic. takie sztuczne wydzielone trzeba zlikwidowac , bo to nic nie daje , a energia jest tracona nadyskusje co przynalezy.kryminał ,Powieśc historyczna jest w miare wydzielalna i wydzielenie ma wartosc uzytkowa.

Ale juz powiesc wojenna, przygodowa psychologiczna to podział do dupy W "kanonie" maja sie znaleźc dzieła!!!! Dzieło czesto łaczy kilka gatunków albo przypisanie któremus jest obraźliwe np. "Jądro ciemnosci " marynistyka? psychologia? przygodówka? sensacja? _No kto sie odważy?????????????!!!!!
-zbrodnia i kara ??? kryminał???????????????????????????????????????

Wogle tych działów jest duzo za duzo !!! Z praktycznego powodu -az sie niechce ich przegladac bo tyle jest i co tam w niektórych moze byc? nic albo bzdura!!!!

-User ma tam cos wpisac z przyjemnoscia , satysfakcja, bo chce!!!! A nie jakby mentne nieuzyteczne cwiczenia z gramatyki robił z tempym samozaparciem i rozpacza w oczach Pod strachem ze go derbik zamedzi na smierć.

--ja bym zmniejszył ilosc działów do 1/4 ewentualnie poszczególne pozycje opatrywał uwagą np. "cienka czerwona linia"(wojna,psychologia made in USA,papierOnly);"100lat samotnosci"(Nobel.niedefiniowalne,podejzewane o realizm magiczny,Ebook+)

-A wogle waszego pratcheta gdzie wsadzicie??? moze nowy dział "jajcaryzm-paranoiczno-fantastyczny" ????
No więc tak:

Najpierw przeczytałem "Dobry Omen" napisany na spółe z Prattchetem. Była to moja pierwsza książka obu autorów.

Potem dorwałem "Chłopaki Anansiego", która jest ponoć powiązania z "Amerykańskimi Bogami". Podobał mi się styl, lekki i zgrabny, wciągało, ale jednak nie było to "łOOOOOO!!! łAAAAA!!!".

Następnie dopadłem "Dym i Lustra". Tu nastąpiło pierwsze "łOOOOOO!!! łAAAAA!!!". Literacki miszmasz, opowiadania, poematy, miniaturki, komentarze autora. Chaos, magia i siła przekazu zamknięta w iluś tam set stronach. Bomba.

Ostatnio zdobyłem osławionych "Amerykańskich Bogów". Książka naprawdę mi się podoba. Generalnie lubię klimaty urban fantasy. Poza tym wzięło mnie już od pierwszego zdania, chwyt nazwania głównego bohatera Cieniem jak najbardziej skuteczny.

Podoba mi się klimat powieści, kojarzy się z Kingiem, który też bardzo lubi opisywać małe amerykańskie miasteczka (aczkolwiek Stefan lepiej oddaje ten klimat), generalnie przemawia do mnie motyw wędrowania po Ameryce.

Barwne postacie, parę ZOMGów (lub zwrotów akcji jak kto woli) na koniec, sporo naprawdę dobrych dialogów. Osobiście drażniły mnie te "przerywniki" w formie amerykańskich historii. Co prawda z dwa były ciekawe, ale reszta raczej irytowała.

To na co zwrócił uwagę Nine - te samoistnie rozwiązujące się wątki - akurat mi się całkiem podoba, stanowi miłą alternatywę, a emocjonować podczas lektury i tak się emocjonowałem.

Samo zakończenie, czyli "Post scriptum". Cóż... tu właśnie dałbym minus, bo zakończenie słabo zaakcentowane, wg mnie trochę przerosło autora.

Generalnie bardzo lubię Gaimana, wkrótce przeczytam "Gwiezdny Pył", a póki co sądzę, że to twórca, który się wyróżnia. Ciekawymi pomysłami, tym specyficznym sposobem prowadzenia akcji (chociaż to też niekoniecznie, bo np. w "Chłopakach Anansiego" więcej tej epickości jest; w "Dobrym Omenie" zresztą zdecydowanie też). Urzeka mnie jego lekki, maksymalnie wciągający styl i dawki humoru. Naprawdę go cenię.

To chyba tyle.
Pozdrawiam.
John Michael Crowley (ur. 1 grudnia 1942 r. w Presque Isle, Maine), amerykański pisarz, znany z utworów nawiązujących do realizmu magicznego i fantasy, oraz twórca filmów dokumentalnych. Jego najbardziej znana powieść, Małe, duże, zdobyła nagrodę World Fantasy Award w 1981 r. W 2006 r. pisarz powtórnie otrzymał to wyróżnienie za całokształt twórczości.

Bibliografia:

Cykl Ægypt:

* Ægipt. Samotnie (The Solitudes 1987 - pierwotnie powieść ukazała się jako Ægypt, wyd. pol. Solaris 2008)
* Love&Sleep (1994)
* Dæmonomania (2000)
* Endless Things (2007)

Inne utwory:

* The Deep (1975)
* Beasts (1976)
* Późne lato (Engine Summer 1979, wyd. polskie MAG 1997)
* Małe, duże (Little, Big 1981, wyd. polskie Rebis 1994, Solaris 2008)
* The Translator (2002)
* Novelties&Souvenirs (2004)
* Lord Byron's Novel: The Evening Land (2005)

Źródło: Wikipedia z małymi poprawkami by batou

Ponieważ Solaris zaczął w tym roku wydawać Crowley'a, a słyszałem bardzo dużo pozytywnych opinii na temat jego prozy, na próbę wziąłem wznowioną w tym roku powieść Małe, duże. To była taka próba przed ewentualnymi zakupami cyklu Ægypt, który w 2009 roku powinien się chyba ukazać w całości w Polsce.

Małe, duże - baśń, opowieść, powieść obyczajowa, realizm magiczny (?), generalnie daleko poza fantastyką czytaną na co dzień. Jest to obejmująca kilka pokoleń historia rodziny zamieszkującej specyficzną posiadłość Edgewood i Miasto. Świat realny miesza się tu z rzeczywistością rodem z bajek, a główni bohaterowie żyją w ciągłej symbiozie z tymi Innymi tworząc wspólnie Opowieść zapisaną w specyficznych kartach.
Po pierwsze książka napisana przepięknym językiem. Crowley naprawdę to potrafi, a ostatnio coś takiego widziałem w powieściach Iana MacLeoda. Dla samej przyjemności czytania warto po to sięgnąć. Z tym, że tak jak w przypadku MacLeoda - jeśli ktoś tego nie czuje to wynudzi się przy lekturze śmiertelnie. Akcja ciągnie się raczej leniwie i nie liniowo, mamy masę retrospekcji i przeskoków z posiadłości do miasta i z powrotem.
Dla mnie bardzo dobra książka. Taka, którą się smakuje po kawałeczku, a nie czyta ciągiem. Ja polecam i czekam na Ægipt.
Fantastyczna seria

Niezwykle porywająca opowieść, która trzyma czytelnika w napięciu do samego końca. Jej bohaterka, siedemnastoletnia Isabella Swan, przeprowadza się do ponurego miasteczka w deszczowym stanie Washington i poznaje tajemniczego, przystojnego Edwarda Cullena. Chłopak ma nadludzkie zdolności - nie można mu się oprzeć, ale i nie można go rozgryźć. Dziewczyna usiłuje poznać jego mroczne sekrety, nie zdaje sobie jednak sprawy, że naraża tym siebie i swoich najbliższych na niebezpieczeństwo. Okazuje się, bowiem, że zakochała się w wampirze...
"Zmierzch" oraz jego kontynuacja "New Moon" (ukaże się nakładem WD jesienią 2007) zajmowały czołowe miejsca na listach bestsellerów (przez osiem tygodni na pierwszym miejscu rankingu "New York Timesa"!) i ukazują się w wielu krajach europejskich.. Wydawca amerykański zapowiada już kolejne tomy tego cyklu.



Na Księżyc w nowiu, dalszy ciąg bestsellerowego Zmierzchu, czekały z niecierpliwością tysiące czytelników z kilkudziesięciu krajów świata. Od wielu miesięcy obie powieści znajdują się w czołówce listy bestsellerów "New York Timesa", a nakład trzeciej z cyklu osiągnął w USA milion egzemplarzy. Podobnie jak pierwsza powieść o nastoletniej Isabelli Swan, Księżyc w nowiu jest połączeniem romansu z trzymającym w napięciu horrorem, w którym rozterki zakochanej dziewczyny przeplatają się z opisami mrożących krew w żyłach niesamowitych wydarzeń. Sądząc po popularności wszystkich tomów sagi, nie tylko jej bohaterka, ale i sama autorka ma duże szanse na nieśmiertelność. Edward Cullen to wciąż dla Belli najważniejsza osoba pod słońcem. Są parą i jest im razem cudownie. Gdyby tylko chłopak nie był wampirem! Niestety, ten fakt wszystko komplikuje, także z pozoru niewinną zażyłość dziewczyny z przyjacielem z dzieciństwa Jacobem. Wiosną Edward musiał bronić ukochanej przed swoim krwiożerczym pobratymcem, jesienią zakochani uświadamiają sobie, że był to dopiero początek ich kłopotów...



Kiedy media zaczynają donosić o serii tajemniczych morderstw w Seattle, a do lasów wokół Forks powraca żądna zemsty wampirzyca, Bella uświadamia sobie, że znowu grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. W dodatku, wiedząc, że jej decyzja może doprowadzić do odnowienia odwiecznego konfliktu pomiędzy wampirami a wilkołakami, zmuszona jest wybierać pomiędzy miłością Edwarda a przyjaźnią Jacoba. Zbliża się też zakończenie roku szkolnego, a więc termin przemiany - co Bella ma wybrać: życie czy śmierć?


Was też tak irytował?

Zdecydowanie NIE!
Haviland Tuf, znany w niektórych kręgach jako Tfu Wędrowiec ( ) owszem jest momentami irytujący, ale kreacja tego bohatera powala. Mnie się okrutnie podobał, ta irytacja w pewnym momencie zamieniła się w sympatię i tak już zostało.

Dzięki, Brujko! Miałam dokładnie takie samo podejście do pana Havilanda Czego Wy chcecie od człowieka?! To właściwie jedyna pozytywna postać w całej książce

Ja się przyznam, że Martina od czasu, kiedy przeczytałam "Piaseczniki", czytam wszystko i z coraz większą satysfakcją. Ten człowiek mnie po prostu powala, jest świetny właściwie w każdym gatunku, za jaki się weźmie! PLiO jest oczywiście rewelacyjna, bo to moja ulubiona fantasy, ale z nie mniejszą radością czytuję martinowe sf, czyli "Światło się mroczy" (świetna powieść o dekadencji) oraz właśnie przesympatycznego "Tufa Wędrowca" (ja bym to podpięła pod powieść ekologiczną - ku przestrodze ).

Osobiście świetnie mi się też czytało "Ostatni rejs Fevre Dream", opowiadającą o epoce parowców na Missisipi, a zwłaszcza o jednym, który miał służyć jako pływający ośrodek odwykowy dla wampirów Trochę w stylu "Wywiadu z wampirem" Ryżowej Ani, ale moim zdaniem oczywiście lepsze To była pierwsza książka Martina (z tych, które czytałam), która "działa się" w realnych plenerach, więc się nieco obawiałam, jak to wyjdzie. Wyszło całkiem nieźle, choć geografia Ameryki Północnej nie jest moim ulubionym tematem...
Obecnie czytam drugą "realistyczną" książkę: "Rockowy Armagedon". Akcja rozgrywa się na początku lat 80. XX w. i traktuje o środowisku muzyków rockowych w Stanach, w czasie, kiedy gusty słuchaczy przeniosły się już w inne rejony muzyczne, co nieodmiennie przygnębia głównego bohatera, byłego hipisa i "człowieka rewolucji", nadal sentymentalnie związanego z latami 60. i walką młodzieży amerykańskiej z "systemem". Wprawdzie okładka zachwala tę książkę jako thriller (?!), dla mnie to ciekawie napisana opowieść o szalonym pokoleniu, które w gruncie rzeczy samo nie wiedziało, czego chce... A teraz jeszcze tego żałuje. Zostało mi jeszcze trochę do końca, więc nie wiem, jak akcja rozwinie się dalej, ale mam nadzieję, że dobre wrażenie nie zniknie. Książka nie ma zbyt dobrych recenzji (główny zarzut - nie jest horrorem i traktuje środowisko muzyków sztampowo; mnie to nie przeszkadza ), ale ja zawsze miałam spaczony gust A wpływ ma na mnie duży, skoro zaczęłam przeszukiwać mieszkanie w poszukiwaniu moich kaset z Doorsami
Neil Gaiman to człowiek orkiestra - autor (scenarzysta) komiksów, powieściopisarz, tekściarz. Pierwszy raz spotkałem się z jego twórczością w ś.p "Fenix-ie" za sprawą jego opowiadań. O ile jednak krótkie teksty Gaimana bardzo mi się spodobały to już jego powieść "Nigdziebądź" była dużym rozczarowaniem. Sapkowski i inni recenzenci pisali peany na jej temat, a mnie się zbytnio nie spodobała. Za to kolejne książki tegoż autora ( "Gwiezdny pył ", a zwłaszcza "Amerykańscy bogowie" ) zwróciły mi wiarę w tego autora. No i świetny zbiór krótkich form "Dym i lustra" - czyli dla każdego coś miłego - od horrorów, przez fantasy po opowiadanka obyczajowe. Palce lizać.
No i "Sandman" - komiks trudny do sklasyfikowania, bo dużo zależy od tego czego oczekuje . Bo jeśli tylko czystej rozrywki to można sobie Władce Snów odpuścić - ten cykl trzeba niekiedy kontemplować. To nie jest lektura na jeden wieczór, a raczej komiks wielokrotnego użytku. Za każdym czytaniem odkrywa się w nim coś nowego - nowy trop, smaczek, aluzje. Sandman to wyprawa w świat mitów, historii, zapomnianych opowieści, a przede wszystkim snów. Szczególnie wartościowe (imo) są tomy składające się z kilku opowieści - są one kwintesencja twórczości Gaimana - tajemnicze, wciągające, nieprzewidywalne. To po prostu trzeba przeczytać.

Tak pisałem jakiś czas temu. Czas uzupełnić.

Może sie komuś narażę i zasłużę na lub ale uważam, ze od czasów "AB" (książki bardzo kontrowersyjnej co do jej oceny) Gaiman stanął w miejscu. "Chłopcy Anansiego" to dobra książka, ale nie dla mnie. Kolejne zbiory opowiadań są bardzo nierówne - a najciekawsze utwory pochodzą z wcześniejszego etapu twórczości Gaimana. Zapowiadany "Interworld" też jakoś mnie nie kusi. Coś mi się wydaje, ze dopiero kolejna "poważna" książka Gaimana zapowiadana na 2008 lub 20009 rok będzie strzałem w "10".

Bibliografia:
Powieści:
Dobry omen (Good Omens, 1990) napisana wraz z Terrym Pratchettem
Nigdziebądź (Neverwhere, 1996)
Gwiezdny pył (Stardust, 1998)
Amerykańscy bogowie (American Gods, 2001)
Koralina (Coraline, 2002), ilustracje Dave McKean
Chłopaki Anansiego (Anansi Boys, 2005)
InterŚwiat (InterWorld, 2007) napisana wraz z Michaelem Reavesem
Księga Cmentarna (Graveyard Book, 2008) [ nota ]

Zbiory opowiadań
Dym i lustra (Smoke and Mirrors, 1998)
Rzeczy ulotne (Fragile Things. Short Fictions and Wonders, 2006)
M jak Magia (M is for Magic, 2007)
Philip José Farmer (ur. 26 stycznia 1918), amerykański pisarz science fiction i fantasy.

W wielu utworach Farmera pojawiają się znane postacie literackie i historyczne. Przykładami tego typu utworów jest The Other Log of Phileas Fogg, będący uzupełnieniem powieści W osiemdziesiąt dni dookoła świata Julesa Verne'a. Wśród bohaterów tych powieści i opowiadań często przewijają się pulpowi bohaterowie Tarzan i Doc Savage. W powieści The Adventure of the Peerless Peer pojawiają się zarówno Tarzan, jak i Sherlock Holmes.

Jego cykl Świat Rzeki opowiada o dziejach postaci takich jak Richard Burton, Hermann Göring czy Samuel Clemens w dziwacznym życiu pozagrobowym, w którym wszyscy żyjący kiedykolwiek ludzie zostali równocześnie ożywieni w jednej dolinie rzeki rozciągającej się na całą planetę.

Farmer jest autorem powieści Venus on the Half-Shell pod pseudonimem Kilgore Trout. Jest to nazwisko fikcyjnego pisarza pojawiającego się w utworach Kurta Vonneguta.

Autor Tak wielu pozycji że nie ma sensu wszystkich tutaj wymieniać.
A z tych wydanych w Polsce

Świat Rzeki (Riverworld)

* Gdzie wasze ciała porzucone
* Najwspanialszy parostatek
* Mroczny wzór

Inne

Kochankowie (The Lovers, 1961)
Przebudzenie kamiennego boga (The Stone God Awakens, 1970)
Jezus na Marsie (Jesus on Mars, 1979)

żeby nie było że się nie wypowiadam

Jezus na Marsie (Jesus on Mars, 1979) Z perspektywy czasu oceniam te książkę jako mierną i dość tandetną. Czytałem ją z 7 lat temu jako początek mojej przygody z Fantastyką i może to wpłynęło na jej odbiór. Trąci myszką to raz a dwa jest dla mnei nie co tandetna.

Gdzie wasze ciała porzucone
Najwspanialszy parostatek

Te pozycje podobały mi się o wiele bardziej. Pomysłowe i ciekawie wykonane. Zobaczymy jak mi się spodoba mroczny wzór
Na początek cytat z Wiki:

"Lois McMaster Bujold (ur. 2 listopada 1949) – amerykańska pisarka science-fiction i fantasy.
Bujold zawdzięcza swoją popularność przede wszystkim cyklowi powieści "Saga Vorkosiganów", nazywanego również "cyklem barrayarskim". Głównym bohaterem większości książek należących do cyklu jest Miles Vorkosigan, niepełnosprawny admirał najemnej armii, szpieg i awanturnik wywodzący się z arystokratycznej kasty wojowników świata o nazwie Barrayar. Powieści są utrzymane w konwencji space opery, choć w późniejszych częściach cyklu występują również elementy kryminału i romansu. Książki Bujold są szczególnie cenione za skomplikowaną i wartką akcję, interesującą fabułę, humor i złożonych psychologicznie bohaterów."

Cykl składa się z następujących książek (podaję preferowaną przez Autorkę kolejność lektury):

* 1996 – Dreamweaver's Dilemma
* 1988 – Stan niewolności (Falling Free), Nebula 1988 – miesięcznik Nowa Fantastyka 09/1995-02/1996; Prószyński i S-ka 1997, przekład Doroty Kamińskiej
* 1986 – Strzępy honoru (Shards of Honour) – Prószyński i S-ka 1996, przekład Pauliny Braiter
* 1991 – Barrayar (Barrayar), Hugo 1992 – Prószyński i S-ka 1996, przekład Pauliny Braiter
* 1986 – Uczeń wojownika (The Warrior's Apprentice), Nebula 1989, Hugo 1989 – Prószyński i S-ka 1998, przekład Marcina Szczerbica
* 1990 – Gra (The Vor Game), Hugo 1990 – Prószyński i S-ka 1999, przeklad Patrycji Fiodorow
* 1995 – Cetaganda (Cetaganda) – Prószyński i S-ka 2000, przekład Łukasza Praskiego
* 1986 – Ethan z planety Athos (Ethan of Athos) – Zysk i S-ka 1994, przekład Marzeny Polak
* 1987 – Granice nieskończoności (Borders of Infinity) – Prószyński i S-ka 1998, przekład Magdaleny Gawlik i Doroty Malinowskiej
* 1989 – Towarzysze broni (Brothers in Arms) – Prószyński i S-ka 1998, przekład Bartosza Grudowskiego i Piotra Szymczaka
* 1994 – Lustrzany taniec (Mirror Dance) – Prószyński i S-ka 2002, przekład Łukasza Praskiego
* 1996 – Memory
* 1998 – Komarr
* 1999 – A Civil Campaign
* 2003/2004 – Winterfair Gifts
* 2002 – Diplomatic Immunity

Lubię ten cykl - głównie za świetnie zarysowane postaci. I mimo, że to typowa space opera, to czyta się wyśmienicie. Gdy odczuwam "przesyt" poważniejszą lekturą, chętnie wracam do przygód Milesa Vorkosigana.
Czytaliście? Macie jakieś wrażenia?

PS. Teraz będą narzekania. Na wydawnictwo - które, zamiast wydać uczciwie cały cykl, wydało tylko środek i zastygło. W efekcie musiałam dokonać niektórych zakupów zagranicą.
Ben Bova (28 listopada 1932), amerykański pisarz science fiction i redaktor.

Urodził się w Filadelfii w Pensylwanii. W 1953 ożenił się z Rose Cucinotta (rozwiódł zaś w 1974).

Po śmierci Johna W. Campbella był redaktorem magazynu „Analog Science Fiction” w latach 1972-1978, następnie „Omni Magazine” w latach 1978-1981. W latach 1990-1992 był prezesem Science Fiction and Writers of America (SFWA).

Ben Bova jest autorem 64 książek fantastycznych (napisał też 33 powieści nie należące do fantastyki). Stworzył również 12 antologii.

Tyle za wiki, jest jeszcze dosyć obszerna bibliografia, ale że większości na nasze nie przetłumaczone, to sobie daruję, za wyjątkiem cyklu Droga Przez Układ Słoneczny

Cykl Droga przez Układ Słoneczny

Mars
Mars (Mars, 1992)
Powrót na Marsa (Return to Mars, 1999)
Życie na Marsie (Mars Life, 2008)

Księżyc
Wschód księżyca (Moonrise, 1996)
Wojna o księżyc (Moonwar, 1998)
Powersat-satelita energetyczny (2005)

Planety
Wenus (Venus, 2000)
Jowisz (Jupiter, 2001)
Saturn (Saturn, 2002)
Tytan. Jutro zaczyna się dzisiaj (Titan, 2005)
Mercury (2005)

Wojna o asteroidy
Urwisko (The Precipice, 2001)
Skalne szczury (The Rock Rats, 2002)
Cicha wojna (The Silent War, 2002)
Pokłosie (The Aftermath, 2007)
****

No i teraz pytanie: kto rzeczony cykl czytał i mógłby mi coś o nim powiedziec? Przyznam, że od dłuższego czasu miałem ochote się za Bovę zabrać, a teraz będę miał dobre ku temu warunki (i wszystkie tomy w zasięgu ręki). W jakiej kolejności czytać cykl i od czego zacząć? Chronologicznie, wg kolejności wydawania? czy poszczególnymi podcyklami? jeszcze jakoś inaczej?
Walter Jon Williams, (ur. 15 października 1953 r. w Duluth, Minnesota, USA), amerykański pisarz sf i fantasy. Zasłynął przede wszystkim futurystyczną dylogią fantasy: Metropolita (nominacja do Nebuli) i Miasto w ogniu (nominacja do Nebuli i Hugo). Laureat nagrody Nebula w 1987 r. za opowiadanie Dinozaury.Spis treści

Powieści
    lAmbassador of Progress (1984)
    lKnight Moves (1985)
    lHardwired (1986) (wyd. polskie Okablowani, 1999, MAG)
    lThe Crown Jewels (1987) (wyd. polskie Klejnoty koronne, 2000, MAG)
    lVoice of the Whirlwind (1987) (wyd. polskie Ryk tornada, 1999, Prószyński i S-ka)
    lHouse of Shards (1988)
    lAngel Station (1989) (wyd. polskie Stacja aniołów, 2000, MAG)
    lElegy for Angels and Dogs (1990)
    lDays of Atonement (1991)
    lAristoi (1992) (wyd. polskie 1997, MAG)
    lWall, Stone, Craft (1993)
    lMetropolitan (1995) (wyd. polskie Metropolita, 1998, MAG)
    lRock of Ages (1995)
    lCity on Fire (1997) (wyd. polskie Miasto w ogniu, 1999, MAG)
    lThe Rift (1999)
    lDestiny's Way (2002) (wyd. polskie Szlak przeznaczenia, 2003, Amber)
    lThe Praxis (2002) (wyd. polskie Upadek imperium strachu. Praxis, 2003, MAG)
    lThe Sundering (2003) (wyd. polskie Upadek imperium strachu. Rozpad, 2005, MAG)
    lConventions of War (2005) (wyd. polskie Upadek imperium strachu. Wojna, 2006, MAG)


Zbiory opowiadań
    lSolip: System (1989)
    lFacets (1990)
    lFrankensteins and Foreign Devils (1998)


Notka przyklejona z wiki, samo nazwiska autora przewijało się tu i uwdzie na forum, więc licze na odzew. Wypowiem się w niedalekiej przyszłości.
Widzę, że dyskusja jest bardzo zazarta. W takim razoe ja też dorzucę garść nazwisk i tytułów (wydanych w Polsce) które, jak sądzę, świadczą, że horror to gatunek, który ma do zaoferowania czytelnikom dokładnie tyle samo, co inne tytuły.

- Adam Zalewski Biała Wiedźma - Nowość, polski autor pisze zupełnie klasyczny horror. Świetnie skonstruowani bohaterowie i bardzo, bardzo dobry warsztat pisarski. do tego trzymająca w napięciu intryga.

- Doris Lessing - Piate dziecko, autorka nie pracuje co prawda na horrorowym podworku, ale to akurat mało istotne. na pewno stworzyła jeden z najbardziej oryginalnych i nowatorskich horrorów.

- Perreti, Dekker - Dom -Niesamowity wizualnie horror oparty na tak oklepanym motywie, że nie spodziewałem się po nim prawie niczego. A tymczasem duet amerykańskich pisarzy pokazał, że żeby napisać dobry i wybitny horror nie trzeba od razu łamać zasad gatunkowych i dokonywac innych transgresji, bo w samej, klasycznej formule jest jeszcze spory potencjał.

- Jakub Małecka - Błędy - Niesaowity, zwłaszcza w pierwszej częsci, prawie wizjonerskie opisy apokalipsy. Naprawdę mroczne i surrealistyczne. w drugiej fo typowego horroru dochodzi jeszcze element groteski, co powoduje, że nie jest to dzieło bardzo czyste, ale napisane na bardzo wysokim poziomie.

- Ira Levin - Dziecko Rosemary - Teraz coś starszego. Wszyscy znają film Polanskiego, ale prawda jest taka, że fabularnie to co w nim najlepsze stworzył Levin w swojej sugesrtrywnej książeczce o Szatanie i uciekającej przed nim cywilizacji XX wieku. doidatkowo moim zdaniem jeden z ttych przypadków, kiedy książka jest lepsza niż film.

- Neil Gaiman - koralina - Oczywiście Gaiman to tworca zarekwirowany przez fanów fantasy, ale w tym małym dziele pozostał całkowicie wierny tradycji klasycznego horroru, dzięki czemu udało mu się wszczepić do literatury dziecięcej grozę pokroju tej jaka była obecna w tradycycjnych basniach Grimm.

Mógłbym jeszcze wymienic Kathe Koja, Morta Castle czy poszczególne nazwiska z obu antologii Red Horse, bo niektóre z tamtejszych tytuły to małe dzieła sztuki. Ale tamti twórcy zostali już obgadani na forum. Nie rpzypadkowo pominąłem zupełnie Kinga i Mastertona, bo w wiekszości uważam ich powiesci za w najlepszym wypadku przeciętne produkcyjniaki.
Szczerze mówiąc wolę Next Generation. Może z powodu ciekawszych postaci, a może dlatego, że oglądałem go najpierw Z drugiej strony na pewno TOS przewyższa Deep Space Nine i Voyagera, które są już tylko odcinaniem kuponów od dwóch pierwszych serii.
Nie zgodziłbym się z Tobą co do takiej "głębi" Star Treka, dużo wyżej (oczywiście w kategorii filmów S-f) postawiłbym Odyseję Kosmiczną (ze wskazaniem na 2001, która jest moim zdaniem jednym z najlepszych filmów S-f). Nie dość, że porusza wiele problemów wciąż aktualnych to robi to w dużo lepszym stylu niż Star Trek.
Drugim świetnym filmem S-f pomimo, że akcja dzieje się praktycznie w całości na ziemi jest Kontakt, który szczerze mówiąc przypomina mi w pewnych elementach Odyseję (nie będę spojlerował w jakich ).
Z filmów science fiction "z przesłaniem" wymieniłbym jeszcze adaptację Diuny przez Lyncha, niestety teraz mogą odrzucać efekty specjalne, ale to bolączka większości starszych filmów fantastycznych. Z kolei filmem, który się tak bardzo nie zestarzał a porusza ciekawe problemy etyczne jest Gattaca (IMO bazowali w nim na Nowym Wspaniałym Świecie) - in vitro, manipulacje genetyczne itp. więc temat wciąż aktualny.
Następną produkcją, która się nie zestarzała jest Łowca Androidów (adaptacja powieści Dicka), która pomimo niezbyt silnego trzymania się oryginału książkowego, jest wciąż świetnym filmem, w przeciwieństwie do innej adaptacji Dicka czyli Raportu Mniejszości, którego właściwie jedynym atutem są efekty specjalne. Porównajmy zresztą samych aktorów grających głównych bohaterów - Harrison Ford vs Tom Cruise
Nie zapominajmy też o pewnej produkcji bliższej nam geograficznie Tzn. o Stalkerze Tarkowskiego na podstawie Pikniku na skraju drogi. Co prawda może być on nie do zniesienia przez osoby przyzwyczajone do obecnego montażu i w ogóle do kina amerykańskiego, ale i tak polecam go jako film zmuszający do refleksji.
No więc skoro już ktoś wspomniał tytuł(Mistrz i Małgorzata) i autora(Michaił Bułhakov), to wypadałoby napisać trochę o samej książce. Niektórzy klasyfikują ją do fantastyki, chociaż bliższa byłaby alegorii. Skrótowo rzecz biorąc, chodzi o to że w radzieckiej Moskwie lat dwudziestych albo trzydziestych pojawia się nie kto inny, a diabeł we własnej osobie i zaczynają się dziać różne ciekawe rzeczy, o których wszyscy mówią a tak naprawdę nikt nie wie co i jakim prawem się stało, całość zaprawiona jeszcze modnym ostatnimi czasy wątkiem religijnym.. Także warto, warto. Jeśli chodzi o Rosjan to jeszcze wart uwagi jest Dostojewski, chociaż tu mamy już zgoła inny typ literatury, osobiście czytałem tylko "Zbrodnię i karę", ciekawa powieść psychologiczna o zbrodni doskonałej, polecam wszystkim pragnącym kogoś zamordować Dodatkowo podpisuję się wszystkimi kończynami pod Tolkienem, grzechem nie znać chociażby dlatego, że to pierwsza uznawana powieść fantasy, a zarazem jedna z wielu pereł w koronie literatury angielskiej i doskonały materiał do poznania klasycznego British English. Sapkowski jest dobry do odprężenia się, pisze przejrzystym i względnie soczystym stylem (Wiedźmin), chociaż patrząc po Narreturmie to zmienił nieco warsztat. Osobiście ostatnio czytuję Neila Gaimana("Nigdziebądź", "Amerykańscy Bogowie", "Dym i lustra"), który jest znakomitą odskocznią od klasyki, bo dość wymyślnie działa na przekór literackim kliszom i konwencjom, tak że mimo dość trudnej aklimatyzacji do jego sposobu pisania to powstaje całkiem orginalna i inaczej rzutująca na szeroko pojętą fantastykę z pogranicza rzeczywistości.. To by było na tyle teraz i z mojej strony, chociaż niewątpliwie wątek ten nie został wyczerpany.
Kurt Vonnegut, Śniadanie mistrzów, czyli żegnaj czarny poniedziałku.

To będzie trochę dziwna recenzja, bo tą książkę czytam już trzeci raz. Akurat dziś w przypływie weny czytelniczej, kaca i kilku innych czynników przeczytałem ją od jednego posiedzenia (kac plus Tom Waits w tle świetnie się sprawdza przy czytaniu tego autora). Uwielbiam twórczość Vonneguta i mimo, że nie przeczytałem wszystkich jego dzieł to pochłonąłem ich dość sporo. A ta należy do moich ulubionych. Tak jak sam Vonnegut należy do moich ulubionych pisarzy.

O czym jest ta książka? Na jej stronicach przedstawione są losy trzech postaci, znanego z poprzednich dzieł, autora powieści sf i literackie alter ego Vonneguta - Kilgore’a Trouta, tracącego zmysły sprzedawcę pontiaków Dwayne’a Hoovera oraz w roli aktywnego kreatora świata przedstawionego, samego Kurta Vonneguta. Jednak tak naprawdę, jak w większości jego dzieł jest to satyra na amerykański styl życia oraz punktowanie przywar współczesnej cywilizacji. Czyli degradację środowiska naturalnego, proces zdehumanizowania jednostki i szeroko pojęte zdegenerowanie rodzaju ludzkiego. Twórczość Vonneguta jest mocno surrealistyczna. Powieści jego są i ta bez wyjątku także, pełne dziwacznych postaci oraz makabrycznych, wręcz groteskowych wydarzeń. Sam Vonnegut, jak zwykle wprowadza wątki autobiograficzne głównie na temat rodziców lub swoich losów wojennych, w sposób dość gawędziarski, bo jego powieści to jedna wielka gawęda przerywana ciekawymi, dygresyjnymi anegdotami, które wprowadzają chaos w porządek literacki. To nie jest powieść o ludziach, tylko o Człowieku, jego współczesnej kondycji czy raczej jej braku. Vonnegut poprzez satyrę i ironię momentami ocierającymi się o cynizm szmugluje pesymistyczny obraz obecnej rzeczywistości i co najgorsze, tej rzeczywistości, która ma dopiero nadejść. Powieść ta została napisana w 1973 roku i w zasadzie od tamtych czasów nie zmieniło się nic, wszystko jest dalej aktualne. Wietnam się skończył ale trwa Irak i Afganistan. Są dalej ludzie fantastycznie bogaci oraz Ci, którzy mają tylko guzik z pętelką. Groźba kryzysu stała się nagle faktem, a i tak najbardziej odczuli to ci z owym guzikiem. Gatunki zwierząt dalej wymierają. Rasizm i ksenofobia nadal mają się całkiem dobrze. Człowiek dalej niszczy środowisko, a proces dehumanizowania jednostki przybiera tylko na sile. Degenerujemy się, kisimy się w własnym sosie, toniemy w własnym gównie. I tak dalej.

Szkoda, że Vonnegut zmarł. Jego powieści, mimo że wydają się infantylne to doskonale bawią i stanowią ostrzeżenie. Na szczęście zostało mi kilka jego dzieł do zdobycia i do przyswojenia. Czy warto czytać Vonneguta? Warto. Może nawet trzeba. Wiem, że warto za ten wspaniały, czarny humor. No i zawsze można pooglądać obrazki bobrów lub dziur w zadku.
Jestem przerażona tym medialnym tłumem wokół książek, wszyscy się hura rzucili na Zmierzch po premierze kinowej, albo krótko przed nią. Ja postanowiłam przeczytać, zanim jeszcze powstała myśl o ekranizacji, skłoniła mnie do tego sama tematyka książki - miał to być horror/romans o wampirach. Szczerze mówiąc mocno się zawiodłam. Meyer daleko do świata wampirów, chociaż to, że wprowadza coś swojego jest jak najbardziej na plus, ale styl to ona ma mocno podlatujący pod harlequiny... Dialogi są fatalne w książce. Przykro mi to mówić, bo dużo osób jest zapatrzonych w te serie, ale rozmowy między Bells a Edwardem są sztuczne aż do bólu. Nagromadzenie kolokwializmów aż razi. Podejrzewam też, że Zmierzch padł ofiarą fatalnego tłumaczenia. Żeby być dobrym tłumaczem nie wystarczy sama znajomość języków obcych ale i talent do pisania - inaczej powstają takie hybrydy jak Zmierzch. Nie czytałam niestety w oryginale ale dużo osób mi mówiło, że Meyer o wiele lepiej oddala klimat książki za pomocą słów. Może faktycznie nasz tłumacz siląc się zupełnie niepotrzebnie na współczesność tylko zespół końcowy efekt. Czytał ktoś amerykańską wersję i może porównać?
Mimo to, jest parę rzeczy które w książkach naprawdę mi się podobały. Przykładowo nawiązania w Księżycu w Nowiu do Romea i Julii, a w Zaćmieniu do moich ukochanych Wichrowym Wzgórz. Lubię Bellę jako bohaterkę nieważne dlaczego ^^ także to, że ma dobry gust i czyta Jane Austen Choć wampiry nie są tu specjalnie charyzmatyczne, a miłość jako główna oś fabuły wypada ee blado trochę. Gdyby odjąć to, że główny bohater jest wampirem byłaby to książka jak każda inna. A fenomen jest łatwo wytłumaczyć - powieść została stworzona dla nastolatków, a właściwie nastolatek i na fali popularności fantasy opowiada o pięknym i dobrym wampirze który zakochuje się w biednej,,owieczce". Chociaż do kanonu wampirzej powieści to jej bardzo daleko...

Subject: "Wiedźman ,czyli piękny umysł po polsku"

Arnoldzie Buzdyganie ,
Już od pięciu lat z nieskrywaną fascynacją obserwuję wraz z przyjaciółmi
postępy twojej paranoi i dziś nadszedł czas działania. Urzeczony amerykańską
opowieścią o schizofreniku
J Nash proponuję ci odkupienie moich praw autorskich do scenariusza filmu o
Arnoldzie Buzdyganie . Choroba J N w porównaniu z twoją paranoją wydawać się
może lekkim katarem , sukces kasowy więc jest gwarantowany. Rozumiejąc zaś
twoje finansowe problemy powiązane z sankcjami UKS po kontroli gry losowej
którą prowadziłeś na eterii.net proponuję ci sfinansowanie produkcji tego z
całą pewnością hitu kinowego. Zresztą wystarczy nie tylko zamienić
schizofrenię na twoją paranoję ale też naukowe sukcesy J Nash na twój
komplet życiowych porażek . Wszystkie dane zawiera polski net :

- zaczniemy od ukończenia szkoły dla hydraulików a następnie relegowania
ciebie z trzeciego roku studiów ( twoje cv ) , w końcu Alberta E też kiedyś
wywalili ze studiów
- potem dwa lata obowiązkowego woja gdzie jedyną twoją nauką było nabycie
umiejętności przeżycia bez higieny osobistej przez okres dłuższy niż 15 dni
( twoje posty na forum WP ) efektem ubocznym jest kompleks zbiorowego gwałtu
w wojsku objawiający się walką z przymusowym poborem na stronach elita.pl ,
nieskutecznych jak całe życie arnoldowe
następnie tempo się wzmaga i mamy :
- nieudana firma wypożyczania modeli i modelek
- nieukończona bajka Swojaki ( 10 minut zamiast 1,5 godziny i 0 zł zamiast 1
mld dolarów ) - artykuły pani Wójcik w lokalnej wyborczej
- zdechnięty portal eteria.net z ruchem na poziomie Zimbabwe ( do obejrzenia
w sieci pod adresem www.eteria.net )
- finansowa plajta loterii pieniężnej na eteria.net po kontroli UKS ( moje
własne dane . chle chle )
- pośmiewiska z Arnolda na grupach : soc.seks , grafika , admin , i stronach
www.plsocseks.net
- pośmiewisko z Arnolda na stronach forum WP zakończone zabanowaniem połowy
Polski w dostępie do tych stron wywołane paniką właścicieli na krótko przed
sprzedażą WP Prokomowi.
- Założenie partii przed wyborami 2001 i niemożność zgromadzenia
wystarczającej ilości podpisów by zarejestrować listę kandydatów
- Nieudana próba wyciągnięcia kasy z PFRON na szkolenia dla
niepełnosprawnych przyszłych informatyków ( artykuły pani Wójcik )
- Nieudana próba wyprodukowania parodii filmu której jedynym skutkiem jest
naciągnięcie wielu naiwnych ogłoszeniami o castingach płatnych po 35 zł

przepisanych artykułów popularno naukowych z tej dziedziny ,której to
książki nikt nie chciąl przyjąć do dystrybucji słusznie przewidując
kompletną klapę rynkową

Ten szczątkowy zarys historii naszego krajowego nieudacznika i paranoika
może być wstępem do rozwinięcia ciekawej opowieści z pogranicza dokumentu
medyczno psychologicznego i thrillera z elementami fantasy.

Nie wiem czy zdrowia mam ci życzyć czy lepiej rozwoju paranoi w celu
maksymalizacji przyszłych zysków

Twój Sowiet


| artykulach naukowych spotykalam sie z pojmowaniem slowa "fantasy" wlasnie jako
| fantastyki, no dobra, bardziej "fantastycznosci", ale niekoniecznie w rozumieniu
| magii.

| No wlasnie - fantasy obejmuje pewna magicznosc (w sensie
| fantastycznosci - np. anioly, duchy, etc), jednak w zadnym
| wypadku nie miesci w sobie science fiction (technologia, statki
| gwiezdne, etc). Sf jest calkowicie odrebna kategoria.

Ehm, to w takim razie jak interpretowac te slowa z Encyclopedia of Science
FictionClute'a i Nichollsa spod hasla "fantasy": (najpierw o ustalaniu gatunku  a
potem): The usual way id to regard fantasy as a subset of fiction, a circle within a
circle. (...) Within the inner circle of fantasy - the fiction is presently unreal - is
a smaller circle still, a subset of a subset, and this is sf. It shares with fantasy
the idea of novum: some new element, something that distinguishes the fiction from
reality as presently constituted. A novum could be a vampire or a colonized planet.The
sub-subset that is sf insists that the novum be explicable in terms that adhere to
conventionally formulated natural law, the reminder, fantasy, has no such requirement".
Rowniez A. Zgorzelski pisze o "fantasy" (po angielsku) jako o literaturze
"fantastycznej" w ogolnosci.



Facet cos kreci z ta definicja. Jest strasznie metna i, ze tak
powiem, przetlumaczona. Wyglada mi to na usilne staranie
wytworzenia slowa obejmujacego calosc fantastyki nie przez
wprowadznie nowego slowa (w sensie "fantastic"), a przez zmiane
znaczenia jakiegos juz istniejacego (czyli "fantasy", ktore
przestanie oznaczac podgatunek fantastyki, a zacznie oznaczac
fantastyke calosciowo; wtedy ksiazki ze smokami, rycerzami i
magia beda okreslane jakims innym terminem - np. high fantasy,
ale juz nie golym fantasy)

A ze jest to prawdopodobne - wynika z zakrecenia tej definicji. Bo
w polskiej encyklopedii ta definicja zaczynalaby sie raczej slowami
"sf jest jednym z gatunkow fantastyki". U Amerykanow, gdyby

niezreczne, bo w koncu fantasy przede wszystkim okresla swiaty
rycerzy, magow (etc.), a wiec przeciwienstwo sf. (wystarczy
zreszta spojrzec na kategorie nagrody Locusa - nagroda ta
przyznawana jest w kategoriach: powiesc sf, powiesc fantasy i
powiesc dark fantasy/horror - czyli fantasy nie obejmuje calosci
gatunku, a jedynie proze typu Tolkien, Norton, Jordan)

| Ponoc (a wiem to od Marka Nowowiejskiego, ktory dosc gleboko
| siedzi w tematyce swiatowej fantastyki) do jezyka angielskiego
| probuje sie dopiero wlozyc slowo okreslajace ogol fantastyki - a
| konkretnie bodaj "fantastic" - ale, jak mowie, sa to na razie jedynie
| proby.

Hm, to sama nie wiem, co o tym sadzic. Do tej pory opieralam sie na - jak sadze -
wiarygodnych zrodlach, z Markiem Nowowiejskim tez rozmawialam i zgodzilismy sie z tym,
ze angielskie pojecie "fantasy" jest zdecydowanie szersze od polskiego.



Tak. Z tej prostej przyczyny, ze oni nie maja ogolnego slowa na
fantastyke. I do ktoregos worka musza wrzucac to, co u nas np.
nie laduje ani w sf, ani w fantasy, a jednak jest fantastyka - np.
harleqina, w ktorym wystepuje aniol, kryminal, w ktorym bohater
przewiduje kilka zdarzen, ksiazki z mowiacymi zwierzetami. U
nich tak jakby wyglada to w ten sposob, ze w fantasy procz
rzeczywistej fantasy (wspomniany rycerz, mag) laduje tez
wszystko to, co nie da sie jednoznacznie okreslic, czy jest
horrorem, science fiction, cyberpankiem, czy jakims innym
istniejacym gatunkiem fantastyki.

Jale

*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*
Stwierdzam ze zdziwieniem, ża zaparkowaliście
swój statek w poprzek mojego.

http://jale.prv.pl

ktos na tvn.bigbrother dal forwarda.
(zwroccie uwage na slowo "Swojaki")
hmmm.... nie wiem co o tym myslec.

-------------------------------------------

Subject: "Wiedźman ,czyli piękny umysł po polsku"

Arnoldzie Buzdyganie ,
Już od pięciu lat z nieskrywaną fascynacją obserwuję wraz z przyjaciółmi
postępy twojej paranoi i dziś nadszedł czas działania. Urzeczony
amerykańską
opowieścią o schizofreniku
J Nash proponuję ci odkupienie moich praw autorskich do scenariusza
filmu o
Arnoldzie Buzdyganie . Choroba J N w porównaniu z twoją paranoją wydawać
się
może lekkim katarem , sukces kasowy więc jest gwarantowany. Rozumiejąc
zaś
twoje finansowe problemy powiązane z sankcjami UKS po kontroli gry
losowej
którą prowadziłeś na eterii.net proponuję ci sfinansowanie produkcji
tego z
całą pewnością hitu kinowego. Zresztą wystarczy nie tylko zamienić
schizofrenię na twoją paranoję ale też naukowe sukcesy J Nash na twój
komplet życiowych porażek . Wszystkie dane zawiera polski net :

- zaczniemy od ukończenia szkoły dla hydraulików a następnie relegowania
ciebie z trzeciego roku studiów ( twoje cv ) , w końcu Alberta E też
kiedyś
wywalili ze studiów
- potem dwa lata obowiązkowego woja gdzie jedyną twoją nauką było
nabycie
umiejętności przeżycia bez higieny osobistej przez okres dłuższy niż 15
dni
( twoje posty na forum WP ) efektem ubocznym jest kompleks zbiorowego
gwałtu
w wojsku objawiający się walką z przymusowym poborem na stronach
elita.pl ,
nieskutecznych jak całe życie arnoldowe
następnie tempo się wzmaga i mamy :
- nieudana firma wypożyczania modeli i modelek
- nieukończona bajka Swojaki ( 10 minut zamiast 1,5 godziny i 0 zł
zamiast 1
mld dolarów ) - artykuły pani Wójcik w lokalnej wyborczej
- zdechnięty portal eteria.net z ruchem na poziomie Zimbabwe ( do
obejrzenia
w sieci pod adresem www.eteria.net )
- finansowa plajta loterii pieniężnej na eteria.net po kontroli UKS (
moje
własne dane . chle chle )
- pośmiewiska z Arnolda na grupach : soc.seks , grafika , admin , i
stronach
www.plsocseks.net
- pośmiewisko z Arnolda na stronach forum WP zakończone zabanowaniem
połowy
Polski w dostępie do tych stron wywołane paniką właścicieli na krótko
przed
sprzedażą WP Prokomowi.
- Założenie partii przed wyborami 2001 i niemożność zgromadzenia
wystarczającej ilości podpisów by zarejestrować listę kandydatów
- Nieudana próba wyciągnięcia kasy z PFRON na szkolenia dla
niepełnosprawnych przyszłych informatyków ( artykuły pani Wójcik )
- Nieudana próba wyprodukowania parodii filmu której jedynym skutkiem
jest
naciągnięcie wielu naiwnych ogłoszeniami o castingach płatnych po 35 zł

przepisanych artykułów popularno naukowych z tej dziedziny ,której to
książki nikt nie chciąl przyjąć do dystrybucji słusznie przewidując
kompletną klapę rynkową

Ten szczątkowy zarys historii naszego krajowego nieudacznika i paranoika
może być wstępem do rozwinięcia ciekawej opowieści z pogranicza
dokumentu
medyczno psychologicznego i thrillera z elementami fantasy.

Nie wiem czy zdrowia mam ci życzyć czy lepiej rozwoju paranoi w celu
maksymalizacji przyszłych zysków

Twój Sowiet

-----
Wysłano za pośrednictwem WWW.3D.PL (http://www.3d.pl)


O Czernobylu tez dowiedzielismy sie oficjalnie niedawno. Przedtem
krazyly tylko
rozne fantastyczne opowiesci... czy byly tylko fikcja?



O czym ty mowisz? O katastrofie w Czernobyludowiedzielismy sie oficjalnie
niedawno? Miesiac temu??

Nie chodzi tu o dokladne datowanie, a o MOZLIWOSC. Czy bedzie to za 20,
czy za 200,
czy tez za 2000 lat? kto to wie? Jak sadzisz, czy nasze poznanie swiata
i materii
jest jedyn i ostateczne?



To w/g ciebie jesli nie jest ostateczne, to WSZYSTKO jest mozliwe?Zabojczy
blad metodologiczny: rozwazanie fikcji, tak jakby byla
rzeczywistoscia. Tak po prostu nie mozna, to jest bez sensu.

| Slyszales co to jest "fin de siecle"? Jest to zjawisko wystepujacego
| pod koniec stulecia powrotu do wiary w rzeczy nadprzyrodzone. Mielismy

| juz z tym doczynienia pod koniec XIX wieku, teraz sie powtarza.

Oczywiscie, ze slyszalem, juz nawet gdzies o tym pisalem. Ma to oprocz
wad rozniez
pewne zalety - zaczynamy sie zastanawiac, co my tak w ogole wiemy - i co

wychodzi?Ze w sumie nic nie wiemy - w jakims momencie jest bariera -
stop!
Pozostaje przyjac cos na wiare, bo inaczej nie idzie. Przyklad ? Fizyka
kwantowa.... ktora ostatnio jakgdyby zwraca sie ku wierze? Slyszales
chyba o tym,
ze sama chec wykonania eksperymentu moze decydowac o jego wyniku?



Brednie. Kompletne. Nie masz zielonego pojecia o czym piszesz.

No, przecietnego... uogolniasz strasznie. Popatrz na Stephena Hawkinga,
Carla
Sagana chocby tylko. Jest wielu otwartych naukowcow na rozne
sprawy.Wracajac np. do
UFO - kazdy ma prawo do wlasnego zdania, ale nie zaneguje to istnienia
samego
zjawiska. Moze byc np. 250 ludzi, ktorzy sie z UFO smieja i wkladaja to
miedzy
bajki, a inna grupa 12000 ludzi UFO widzialo i wie, ze jest.



Statystyki podaja, ze ponad 10% amerykanow twierdzi, ze mialodo czynienia z
ufo. Zalozmy, iz zdarzylo sie to w ciagu ostatnich
20 lat. Jesli tak to, co 30 sekund ktos w USA byl nawiedzany
przez ufo(*). Co pol minuty, przez ostatnich 20 lat.
Zastanow sie nad tym przez chwile.

W 1947 rozwalil sie (prawdopodobnie) spodeczek pod Roswell, w zeszlym
roku obchodzono hucznie 50-lecie tego wydarzenia :)
To juz musze odeslac do wiadomego adresu:

http://www.american-computer.com/roswell.html



Jest wiele miejsc w sieci poswieconych ufo. Internet jestbardzo
pluralistycznym medium informacyjnym. Kazdy
moze pisac, co zechce. Nie ma znaczenie, z sensem, czy bez.
A propos ufo w Internecie. Zbliza sie koniunkcja planet.
Moze juz czas popelnic samobojstwo, zeby zdarzyc przed
koncem swiata na ufo do nieba.

I oto sie rozchodzi, o dyskusje, a nie wysylanie mnie "na inne grupy". A
moze tam
tez dzialam???



W innych grupach szybciej znajdziesz zrozumienie dla swoich idei.

Marcin.



Pawel Masiak

(*) Wynik jest przyblizony, obarczony bledem rzedu 50%,
co oznacza, ze to moglo byc co np. 15 sekund, lub 45 sekund.


>